List Małgorzaty Głuchowskiej i Lecha Borkowskiego do Prokuratora Generalnego 10 Maja 2016

Małgorzata Głuchowska
Dr hab. Lech S. Borkowski
[…]
Zielona Góra

Zbigniew Ziobro
Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny
Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa

Zielona Góra, 10 maja 2016

Szanowny Panie Ministrze,

Kontynuujemy opis zorganizowanych działań przestępczych, które doprowadziły do wyrzucenia nas z pracy w Państwowej Szkole Muzycznej w Zielonej Górze i z Uniwersytetu w Poznaniu.

Więcej uwagi należy poświęcić postaci wizytator Centrum Edukacji Artystycznej Krystynie Karcz. Wizytator widywałam (MG) już będąc nastolatką, biorąc udział w konkursach młodych pianistów czy towarzysząc na fortepianie mojej siostrze grającej na skrzypcach.

Mijały lata, zmieniali się premierzy, zmieniali prezydenci, oddziały Armii Czerwonej opuściły Polskę, Polska stała się członkiem NATO, Polska weszła do Unii Europejskiej, a Karcz stale znajdowała się na tym samym stanowisku. To symbol i jeden z wielu dowodów na to, że wszystko zostało po staremu. Takich symboli jest mnóstwo w dzisiejszej Polsce. W sąsiednim Krośnie Odrzańskim są ulice Armii Czerwonej, Armii Ludowej, Obrońców Stalingradu, Żymierskiego, Świerczewskiego, WOP, ZBOWiD, 40-lecia PRL.

Sposób traktowania człowieka w społeczności komunistycznej i postkomunistycznej zależy od jego chęci podporządkowania się dyktaturze fałszyzmu czyli całkowicie sfałszowanej narracji publicznej. Jakkolwiek by określać okres przed 1990 i po 1990, jest to ta sama społeczność z tym samym systemem zależności, podległości i dyscypliny, z tą samą metodologią fałszowania i przemocy społecznej wobec jednostki. Nazewnictwo nie jest tu najważniejsze. Najważniejsza jest przynależność do specyficznej organizacji przestępczej.

1991
Po zatrudnieniu mnie w Państwowej Szkole Muzycznej w Zielonej Górze najwyraźniej weryfikowano moją podatność do współuczestnictwa w kłamstwach i fałszerstwach. Jest to podstawowa część profilu psychologicznego każdego członka społeczeństwa. Jeśli podda się ochoczo kłamstwom, manipulacjom, jeśli gotów zatwierdzić myślą, mową i uczynkiem każdy fałsz narzucony, bądź tylko zasugerowany przez organizację przestępczą, ma szansę na awans w hierarchii i na przywileje.

Wizytator zaproponowała mi funkcję koordynatora nadzoru pedagogicznego. Obserwowała moją pracę, moją dokładność, skrupulatność, profesjonalizm, oraz umiejętności interpersonalne zjednujące mi szacunek i życzliwość środowiska artystycznego w Zielonej Górze i regionie.

Wkrótce okazało się, że moja osobowość nie pasuje do fałszyzmu. Ograniczono moją rolę, ponieważ nie zgadzałam się na manipulacje fałszujące rzeczywistość. Człowiek uczciwy, odporny na naciski i manipulacje nie mógł awansować w hierarchii zawodowej PRL. Nie może też awansować dziś. Więcej, za pomocą typowo komunistycznych metod jest pozbawiany pracy i mordowany społecznie. To dowodzi, że system jest ten sam. System tworzą ludzie. A ci są przecież dokładnie tacy sami, co przedtem. Kadry były i są najważniejsze. Kadry decydują o wszystkim. I są to dokładnie te same kadry i działające w ramach tego samego modus operandi, co przedtem.

Funkcjonariusze ograniczyli zatem moją rolę społeczną do zawodowego minimum. Pracowałam i doskonaliłam swoją wiedzę i umiejętności z niezwykłym zaangażowaniem i pasją. Warto dodać, że przez 23 lata mojej pełnej oddania pracy szkole i środowisku ani razu nie usłyszałam ze strony wizytatora CEA regionu lubuskiego słowa „dziękuję” i „gratuluję sukcesów”.

1995
Lech S. Borkowski uzyskał doktorat z fizyki na University of Florida w Gainesville. Wrócił do Polski, ponieważ przyjęto go do pracy na Uniwersytecie w Poznaniu. Jeszcze przed przyjazdem wysłał swoje zgłoszenie na polsko-amerykańską konferencję z nadprzewodnictwa, organizowaną przez Instytut Niskich Temperatur i Badań Strukturalnych we Wrocławiu, która odbywała się w Dusznikach na początku września 1995. Komitet organizacyjny zgłoszenie odrzucił. Powodu nie podano.

Władze uniwersytetu nie poinformowały LSB o konieczności nostryfikowania w Polsce amerykańskiego dyplomu doktorskiego. Zatrudnienie bez nostryfikacji oznaczało złamanie prawa przez funkcjonariuszy Uniwersytetu. LSB nie został też dopuszczony do prowadzenia zajęć dydaktycznych, jak inni pracownicy.

Przez wiele miesięcy po rozpoczęciu roku akademickiego LSB nie miał możliwości wykonywania pracy.

1997
3 maja 1997 roku zawarliśmy związek małżeński.

Wkrótce po ślubie LSB otrzymał propozycję wyjazdu na rok do Georgia Institute of Technology w Atlancie. Poprosiłam o urlop bezpłatny. Zapytałam dyrektor, co powinnam zrobić, aby mieć pewność, że po powrocie będę miała zatrudnienie w szkole. Dyrektor poleciła udać się do dobrze znanego jej prawnika zatrudnionego w ZNP. On z kolei poinformował, że muszę uzyskać mianowanie. Egzamin zdałam przed komisją złożoną z wizytator, dyrektor szkoły oraz profesor z Akademii Muzycznej w Poznaniu. 30 czerwca 1997 wręczono mi dokument mianowania. W ostatnim zdaniu zapisano jednak, że mianowanie wygasa, jeśli nie przystąpię do pracy 1 września 1997. Ten zapis jest nielegalny, bowiem według Karty Nauczyciela z 1982 roku, Art. 10, par. 2 pkt. 8, po powrocie z rocznego urlopu bezpłatnego powinnam ponownie otrzymać zatrudnienie na podstawie mianowania.

Jest to jeden z przykładów łamania prawa przez funkcjonariuszy aparatu państwowego. Zgodnie z obowiązującą wówczas Kartą Nauczyciela z 26 stycznia 1982 mianowanie powinnam otrzymać automatycznie już po 3 latach od momentu zatrudnienia w pełnym wymiarze zajęć, niezależnie od tego czy dopełniono obowiązku oceny pracy nauczyciela, czy też nie. Moją pracę oceniono po raz pierwszy w czerwcu 1997. Wszystkie oceny, jakie uzyskałam w czasie całego okresu zatrudnienia były wyróżniające. Powinnam zatem być opłacana jak nauczyciel mianowany od 1994 roku. A zdanie o wygaśnięciu mianowania jest kompletną bzdurą, kolejną prowokacją.

Zatrudnienie LSB na uniwersytecie wygasło z dniem 30 września 1997. Nie otrzymał przedłużenia na kolejny rok akademicki.

1998
W końcu sierpnia powróciliśmy do Polski po rocznym pobycie w USA. LSB został ponownie zatrudniony na UAM od 1 października 1998.

[…]

1999
Prowokacje konstruowano nie tylko w pracy. Również sfera naszego życia prywatnego była pod kontrolą.

[…]

Przed wakacjami 1999 dyrektor szkoły zaproponowała mi funkcję kierownika sekcji pianistycznej. Zgodziłam się. We wrześniu 1999 wręczono mi jednak pismo wizytator CEA K. Karcz datowane na 1 lipca 1999, w którym stwierdziła, że nie mam odpowiednich kwalifikacji do nauczania w średniej szkole muzycznej. Karcz napisała „Małgorzata Głuchowska – fortepian / kierownik sekcji – brak zgody organu prowadzącego oraz przygotowania pedagogiczno-metodycznego do szkoły II stopnia”. Do wiadomości: Michał Lisiecki, wicedyrektor CEA. Była to znów prowokacja. Karcz nie poinformowała, z jakiego powodu nagle zakwestionowała moje kwalifikacje. Jeśli wiedziała o tym 1 lipca 1999, to dlaczego nie zostałam niezwłocznie powiadomiona przez nią lub przez dyrektor szkoły? Czyżby wydarzyło się coś tajemniczego między zakończeniem roku szkolnego w końcu czerwca a 1 lipca 1999? Pismo Karcz zostało zapewne wystawione w czasie późniejszym, np. w sierpniu 1999, kiedy już wiadomo było, że jestem w ciąży. Stąd zapewne wynika opóźnienie w doręczeniu pisma.

Wystosowałam pismo do Ministerstwa Kultury. Otrzymałam odpowiedź podpisaną przez Michała Lisieckiego, że oczywiście mam kwalifikacje do nauczania w PSM I i II stopnia.

[…]

Celem tej prowokacji było zablokowanie mojego awansu zawodowego i zapewne spowodowanie ostrej reakcji z mojej strony. […] Komunistyczne prowokacje oparte są zwykle na pogwałceniu prawa bądź najbardziej podstawowych reguł współżycia społecznego. Osoba zaatakowana słusznie czuje się dotkliwie pokrzywdzona. Sztuczka polega na tym, że jeśli zaatakowany zacznie dochodzić swoich praw lub w inny sposób szukać zadośćuczynienia, w odwecie zostanie zniszczony. Karcz wiedziała doskonale, że moje kwalifikacje pedagogiczno-metodyczne są bez zarzutu. Prowokacja była skuteczna w połowie. Awansu nie otrzymałam, ale nie uniosłam się gniewem i nie podjęłam żadnych czynności w reakcji na złamanie przez Karcz po raz kolejny prawa i podstawowych reguł, jakie obowiązują w normalnej społeczności. Oczywiście prowokacja wymagała współpracy wizytator, dyrektor szkoły i ministerstwa. Jak zawsze w takich przypadkach, tak i tym razem lokalni funkcjonariusze miali całkowite wsparcie ze strony reszty aparatu państwowo-przestępczego.

2008
W 2008 roku zaproponowano mi (MG) po raz drugi funkcję kierownika sekcji pianistycznej. Wizytator Karcz wprowadziła na posiedzenie Rady Pedagogicznej w marcu 2008 Małaczyńską (obecnie Szumską) i obwieściła zgromadzonym, że od 1 kwietnia 2008 obejmie ona stanowisko dyrektora. Byłam jedyną osobą, która wyraziła wtedy sprzeciw wobec tak zaskakującej, nieuzasadnionej zmiany dyrektora szkoły. Nikt oprócz mnie nie śmiał wypowiedzieć słowa, chociaż była to sytuacja skrajnie patologiczna. Najwyraźniej zaistniał jakiś nagły powód, jeśli władze postanowiły porzucić pozory i dokonały natychmiastowej zmiany na stanowisku dyrektora, nie próbując nawet udawać, że jakiekolwiek reguły prawa i rozsądku są przestrzegane. Musiało wydarzyć się coś ważnego. Zmiana dyrektora w środku roku szkolnego i bez podania najmniejszego uzasadnienia musiała mieć ważny cel. Właściwie jedyną zauważalną różnicą, jaka zaszła po nieoczekiwanym wstawieniu nowej dyrektor, było mianowanie Małgorzaty Głuchowskiej na stanowisko kierownika sekcji pianistycznej. Należy przy tym zaznaczyć, że wybór poprzednika na stanowisku dyrektora również nie miał nic wspólnego z normalnym procesem wyłaniania odpowiedniego lidera społeczności szkolnej. W Polsce tak po prostu jest. Nie wiedzą, umiejętnościami i kwalifikacjami etycznymi i moralnymi zdobywa się stanowisko.

2009
W sekcji pianistycznej w szkole zatrudniono H. Górną, mocno popieraną przez wizytator Karcz, chociaż racjonalnym i pożądanym rozwiązaniem było zatrudnienie nauczyciela z pełnymi kwalifikacjami do nauczania w podstawowej i średniej szkole muzycznej. Górna odgrywała czołową rolę w prowokacjach przeciwko mnie, mając przy tym zapewnioną wszechstronną ochronę ze strony władz.

2010
Jednocześnie trwała obława na Lecha S. Borkowskiego na na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu. W semestrze zimowym roku akademickiego 2011/12 prowadził po angielsku wykład monograficzny „Dynamics of neural systems”. Najpierw dziekan R. Naskręcki nie odpowiadał na propozycje LSB, który zaproponował wykład latem 2010. LSB się nie zraził i doprowadził do wpisania go na listę wykładów monograficznych. Wówczas dziekan i jego współpracownicy zorganizowali prowokację w październiku 2010, by wytworzyć sztuczny konflikt, przeszkodzić w uzyskaniu habilitacji i maksymalnie utrudnić LSB pracę na Wydziale Fizyki. LSB nie dał się sprowokować.

Działo się to w czasie przewodu habilitacyjnego. Dziekan R. Naskręcki miał obowiązek czuwać nad sprawnym przebiegiem przewodu. Jednak ani on, ani prodziekan ds. naukowych, A. Lipowski, nie wykonywali tego obowiązku. Zamiast tego organizowali prowokacje przeciwko LSB.

2011
We wrześniu 2011 przystąpiono do ataku frontalnego na mnie (MG) w PSM. Jako pierwsza zaatakowała Górna. Niezwykle ważną rolę powierzono S. Mundremu, sekretarzowi Rady Rodziców, pracownikowi PGNiG. Mundry pojawił się w społeczności szkoły we wrześniu 2011 i natychmiast zaatakował mnie jako Przewodniczącą Rady Rodziców i członka kadry kierowniczej szkoły. Mało tego. Wydawał polecenia dyrektor szkoły, a ona posłusznie je wykonywała. Górna, Mundry i Małaczyńska z niezwykłą wprawą stosowali metody typowe dla funkcjonariuszy NKVD. Miałam być poddana torturom psychologicznym, zniesławiona, pozbawiona wszelkich funkcji które pełniłam i wyrzucona z pracy. Strzał w tył głowy zamieniono na wykonany na raty mord społeczny i mentalny.

Warto dodać, że funkcjonariusze od brudnej roboty w dni robocze, w niedziele i święta chodzą do kościoła i często przystępują do Komunii Świętej. To znakomita przykrywka dla ich działalności przestępczej. Kościół jednak milczy zarówno w tej sprawie, jak i w wielu innych, w których powinien zabrać głos.

29 listopada 2011
Przestępcy odwołali mnie z funkcji przewodniczącej Rady Rodziców.

19 grudnia 2011
Przekazałam osobiście wizytatorowi CEA W. Kłaputowi moje pismo z 12 grudnia 2011 dotyczące m.in. fałszerstw dyrektor szkoły. Z przebiegu zdarzeń wynika, że wynik jego “kontroli” był ustalony wcześniej jeszcze przed jego przyjazdem do Zielonej Góry.

2012
Postanowiłam zwrócić się do zielonogórskiej prokuratury.

16 stycznia i 23 stycznia 2012
Wysłałam dwa listy do dyrektora CEA Z. Bujanowskiego opisujące działania przestepcze w PSM, w tym znęcanie się nade mną.

23 stycznia 2012
Złożyłam zeznania przed prokuratorem P. Jankowskim.

1 lutego 2012
W kolejnym liście do Dyrektora CEA Zdzisława Bujanowskiego napisałam:

„W związku z moją kolejną skargą z 7 grudnia 2011 dotyczącą m.in. poniżania mnie, szykanowania i znęcania się nade mną przede wszystkim jako nauczycielem i kierownikiem sekcji, proszę o pisemną informację, kiedy zaczęła się kontrola podniesionych przeze mnie problemów, kto prowadzi tę sprawę i jakie są wyniki postępowania.

Chciałabym także wiedzieć, czy zgodne z istniejącymi procedurami i obowiązującym prawem jest zapoznawanie osoby postronnej z zawartością teczki zawierającej dokumentację związaną z awansem zawodowym na nauczyciela dyplomowanego. Gdy weszłam na przełomie czerwca i lipca do pokoju nauczycielskiego, który jest przedpokojem gabinetu pani wizytator, ujrzałam panią Karcz przekazującą informacje zawarte w mojej dokumentacji pani Renacie Lato, która jest dyrektorem PSM I stopnia w Krośnie Odrzańskim. Pani Lato skrzętnie zapisywała przekazywane jej informacje. Jaki był cel takiego postępowania? Z czyjej inicjatywy pani Lato otrzymała wgląd w moją teczkę awansu zawodowego?”

8 lutego 2012
Złożyłam kolejne zeznania przed prokuratorem P. Sawickim.

8 lutego 2012
W lutym 2012 dokonano prowokacji przeciwko naszej córce w Szkole Podstawowej na ulicy Truskawkowej w Zielonej Górze. Próbowano zaaranżować sytuację w taki sposób, by upozorować konflikt z rodzicami innych dzieci i obwinić nas o zwolnienie wychowawczyni klasy. LSB przekazał list dyrektorowi szkoły podstawowej, Witoldowi Gołdyńskiemu, do której uczęszczała nasza córka. Oto jego treść.

„W czasie zajęć szkolnych 7 lutego moja córka dowiedziała się, że niektóre dzieci mają wobec niej jakieś niesprecyzowane, bardzo niejasne zastrzeżenia. Z kontekstu wynikało, że miałyby one doprowadzić do pozbawienia jej funkcji starosty klasy. Nigdy nie słyszałem, aby w szkole, w jakiejkolwiek szkole, próbowano zmieniać starostę w środku roku szkolnego. Trudno przypuszczać, by dzieci same wpadły na pomysł odwoływania klasowego starosty. Raczej domyślałbym się tu działania rodziców.

Na początku lekcji angielskiego uczennica Wiktora Krawiec ogłosiła wszystkim, że dzieci z klasy V-a mają w domu napisać, czy postawa mojej córki, […], podoba im się czy nie. Napisany tekst miały przynieść na lekcję wychowawczą w dniu 8 lutego. Z relacji córki wnioskuję, że ogłoszenie to miało taką formę, jakby było wygłoszone na zlecenie pani Grzesiak. Zadaję wobec tego pytanie, czy Wiktoria Krawiec przekazała klasie ogłoszenie z polecenia pani Grzesiak? Proszę o odpowiedź.

Lekcja angielskiego była druga lekcją tego dnia. O której godzinie pani Grzesiak dowiedziała się o owych niejasnych zastrzeżeniach wobec mojej córki? Czy nastąpiło to w czasie pierwszej godziny zajęć, Kółka Matematycznego prowadzonego przez panią Grzesiak?

Moja córka nie bierze udziału w tych zajęciach, a odniosła wrażenie, że pomysł zaatakowania jej za pomocą wspomnianych dziwacznych pretensji powstał właśnie w czasie pierwszej lekcji. Do takiego wniosku prowadzi ogłoszenie Wiktorii Krawiec, które pojawiło się na początku drugiej godziny zajęć. Jeśli tak było, to naturalne jest pytanie, jaki jest rzeczywisty program Kółka Matematycznego, jeśli powstają na nim takie pomysły?

Proszę o bardzo dokładną relację pisemną w tej sprawie. Proszę także

• O przekazanie nazwisk uczniów, którzy zgłaszali owe niejasne zatrzeżenia pod adresem [córki]
• O przekazanie kopii zarzutów sformułowanych pod adresem [córki]
• O natychmiastowe zwołanie zebrania z dziećmi, które wysuwały zarzuty pod adresem [córki] i ich rodzicami. Chcemy natychmiastowego wyjaśnienia sprawy
• O pisemne wyjaśnienie ze strony Dyrektora Szkoły, czy dowolne, niejasne i raczej bezsensowne, jak się domyślam z kontekstu, uwagi do wzorowego ucznia, wyróżniającego się także przykładną postawą społeczną, mogą stanowić podstawę do pisania donosów w rodzaju „Dlaczego nie lubię [córki]”?
• Czy Dyrektor Szkoły akceptuje decyzję pani Grzesiak, która nakazała pisemne sformułowanie owych niejasnych zarzutów pod adresem [córki]?
• Wnoszę o natychmiastowe kierowanie do psychologa szkolnego bądź pozaszkolnego dzieci, które wywołują tego rodzaju problemy

Przypomnę, że moja córka była już wcześniej obiektem mobbingu ze strony niektórych koleżanek z klasy. Działo się to w klasach I-III. Prowodyrką poniżania mojej córki była wówczas […]. [Córka] była fotografowana telefonem komórkowym przez […] podczas rozbierania się przed lekcją WF. Kiedy moja córka protestowała, […] oskarżała ją o brak chęci do zabawy. […] również ogłaszała w klasie głosowanie w rodzaju „kto nie lubi […], niech podniesie rękę”. Warto to przypomnieć i zapytać, czy fotografowanie w szkole rozebranego dziecka, niezależnie od tego, czy fotografującym jest dorosły czy dziecko, nie kwalifikuje się do postępowania prokuratorskiego?

Przyjęliśmy wówczas z żoną postawę cierpliwego oczekiwania na efekty działania szkoły w tej sprawie. Nie nalegaliśmy na natychmiastową akcję zapobieżenia tej formie przemocy, choć było rzeczą oczywistą, że szkoła popełniła wówczas pewne błędy: działała zbyt opieszale i dokonała w pewnym momencie dziwacznej konfrontacji, kiedy moja córka została postawiona przeciwko czterem prześladowczyniom. Ta konfrontacja miała jakoby wykazać, kto mówi prawdę, a kto nie. Cóż za pomysł! Dołożyć cierpień ofierze poprzez konfrontowanie jej z czwórką krzywdzących! Psycholog zapewne wskazałby elementarne błędy, jakie popełniła pani pedagog, która tę konfrontację zaaranżowała. Dociec prawdy można było z łatwością innymi metodami, choćby za pomocą rozmów indywidualnych i z pomocą psychologa. Byłem zdumiony, że szkoła popełnia tak podstawowe błędy psychologiczne. Postawiliśmy jednak na cierpliwość i spokój.

Dziś problem powraca w innej formie. Wypowiedź pisemna na temat „Dlaczego […] mi się nie podoba” jest jakby nową, nieco bardziej wyrafinowaną formą mobbingu. Absurdalnemu pomówieniu nadano już poważne ramy, bowiem tak należy potraktować pisanie w domu uzasadnienia, być może z pomocą rodziców, na temat „Co mi się w […] nie podoba”. Jest to rzecz skandaliczna.

Z relacji córki dowiedziałem się, że wśród tych paru „niezadowolonych” jest chłopak-agresor nazywający innego chłopaka „ty debilko”, „ciota”, używając rodzaju żeńskiego, o czym pani Grzesiak doskonale wie. Czy tu pani Grzesiak nie widzi problemu? Czy pani Grzesiak nie zauważa związku między zachowaniem agresora a zachowaniem jego ojca na zebraniu rodziców? Ja ten związek z łatwością zauważam. Przypomnę, że pani Grzesiak nie zareagowała na słowa wspomnianego pana, który na zebraniu rodziców z dużym samozadowoleniem i pewnością siebie stwierdził, że na zachowania agresywne między chłopcami nie ma rady. Twierdził też, że jest to prywatny problem wyłącznie między zwalczającymi się chłopcami. Pani Grzesiak była wówczas zadziwiająco bezradna wobec takiej postawy ojca. Nie jest to zachowanie godne pedagoga. Obowiązkiem pedagoga jest stać na straży środowiska bezpiecznego, wolnego od przemocy. Ja wówczas stanowczo zaprotestowałem, mówiąc, że przemoc słowna bądź fizyczna oddziałuje na całą klasę, psuje atmosferę nauki i nie może być miejsca w szkole na tego rodzaju zachowanie.

Żądam od szkoły rzetelnego zaangażowania w tworzenie środowiska wolnego od przemocy. Wolnego naprawdę, a nie tylko w postaci pustych deklaracji wywieszanych na ścianach szkoły.

Jeśli szkoła nie reaguje na przemoc fizyczną i słowną, tworzy warunki sprzyjające mobbingowi, a niesprzyjające nauce. Nie słyszałem, by dzieci pisały w domu wypracowania na temat „Dlaczego nie powinno być w szkole przemocy” albo „Dlaczego przemoc słowna jest równie dotkliwa jak przemoc fizyczna”. Nic mi nie wiadomo, aby zadano takie zadanie domowe.”

9 lutego 2012
LSB złożył kolejny list do dyrektora szkoły podstawowej w sprawie prowokacji wymierzonej w naszą córkę. Oto jego treść.

“W czasie lekcji przyrody 8 lutego moja córka […] została wywołana z klasy przez panią Grzesiak, która następnie na korytarzu szkolnym przez dłuższy czas wywierała na moją córkę presję w sprawie opisanej w moim wczorajszym piśmie do Pana.

Nie rozumiem postępowania wychowawczyni klasy V-a i nie zgadzam się na przeszkadzanie mojego dziecku w nauce. Moja córka nikomu nie zrobiła nic złego. Jest dzieckiem zdyscyplinowanym i wzorowym uczniem. Lekcja przyrody jest lekcją przyrody. Jest to czas przeznaczony na na naukę przedmiotu. Moje dziecko powinno być w tym czasie w klasie razem z innymi dziećmi.

Informuję też, że pani Grzesiak nie próbowała kontaktować się z rodzicami […], czyli ze mną lub z moją żoną.”

Dyrektor szkoły nie odpowiedział na pytania postawione w tych pismach. W końcu lutego 2012 zorganizował zebranie rodziców, na którym próbowano spowodować emocjonalną reakcję LSB. Jeden z rodziców, pan Romejko, zaatakował go słowami „powinien pan się leczyć”. Nie było najmniejszych podstaw do posądzania LSB o cokolwiek. Chodziło po prostu o rozkręceniu jakiegoś konfliktu. Kiedy LSB zaczynał mówić, przerywano mu i zagłuszano go. Mieliśmy okazję przekonać się, że jest to standardowa metoda prowokacji, by poprzez utrudnianie wypowiedzi spowodować reakcję emocjonalną. Lech Borkowski nie dał się jednak sprowokować i wciągnąć w sztuczny konflikt.

Warto podkreślić, że zebrani zaprotestowali przeciw nazwaniu przez LSB w rozmowie z dyrektorem i wychowawczynią 7 lutego opisanej prowokacji jako metod esbeckich. Dokonali przy tym charakterystycznego zniekształcenia, używając sformułowania „metody ubowskie”. Dyrektor szkoły i wychowawczyni odgrywali główne role w tej prowokacji, bowiem bez ich współudziału nie mogłaby ona w ogóle zaistnieć.

W czerwcu 2012 przenieśliśmy córkę do Szkoły Podstawowej nr 11 w Zielonej Górze.

10 lutego 2012
Dyrektor PSM w Zielonej Górze M. Małaczyńska (obecnie Szumska) skierowała do mnie wyjątkowo napastliwe pismo. Wręczono mi je 51 dni po nagrodzie dyrektora szkoły przyznawanej mi corocznie od 20 lat.

W liście do prezydenta Komorowskiego z 13 lutego 2013 napisałam:

„Pismo Pani dyrektor jest kwintesencją pastwienia się nad obiektem ludzkim przeznaczonym do likwidacji i dlatego przekazuję je najwyższym władzom państwowym RP. Proszę je umieścić wśród najcenniejszych dokumentów naszej epoki. Będzie w przyszłości świadczyć o rozkwicie bestialstwa na niespotykaną wcześniej skalę w kraju rzekomo wolnym i demokratycznym. W kraju przeżywającym jakoby najlepszy czas w swojej tysiącletniej historii. Jak widać wiedza i umiejętności systemu komunistycznego w zakresie likwidacji jednostki ludzkiej są dziś stosowane przez funkcjonariuszy różnych szczebli z wielką wprawą. Tych umiejętności nie nabywa się przypadkiem. Nie ma tego w programach szkolnych. Nie mówi się o tym w mediach. A jednak w postępowaniu kolektywu likwidacyjnego widać wyraźnie realizację starannie przygotowanego planu działania. Czy usłyszymy od nich za jakiś czas, że wykonywali jedynie swoje obowiązki? Jeśli tak, to czyje rozkazy wykonywali? Społeczeństwo polskie powinno wreszcie poznać dysponenta tej władzy”.

14 lutego 2012
Przesłałam prokuratorowi P. Sawickiemu kolejne zeznania. Dotyczyły one m.in. funkcjonariuszy MKiDN z Warszawy i Bydgoszczy.

Luty 2012
Prokurator odmówił wszczęcia postępowania pismem datowanym na 22 lutego 2012. Przy okazji w swoim uzasadnieniu sfałszował moje zeznania.

Luty 2012
W piśmie datowanym na 2 lutego 2012 Dyrektor Departamentu MKiDN Wiktor Jędrzejec podsumował wyniki tzw. kontroli ministerialnej. To pismo prawdopodobnie zostało napisane znacznie później w ścisłym porozumieniu z prokuraturą.

6 marca 2012
Pojechałam do Warszawy. Przeprowadziłam rozmowę z prawnikiem w CEA. Przeprowadziłam także rozmowę z B. Drewniecką w MKiDN i złożyłam obszerną dokumentację opisującą zorganizowane działania przestępcze wraz ze wszystkimi załącznikami.

8 marca 2012
Zostałam zwolniona z funkcji Kierownika Sekcji Pianistycznej. Zostałam także pozbawiona wszelkich należnych mi nagród, łącznie z nagrodą z okazji jubileuszu szkoły, oraz części należnego mi wynagrodzenia za pracę. Ten stan trwał do momentu wyrzucenia mnie z pracy.

Przypomnę, że już wcześniej, z winy wymienionych wyżej funkcjonariuszy ponosiłam straty zdrowotne, moralne i finansowe.

Intensywne działania dotyczące mojej osoby zmierzające do zwolnienia mnie z pracy i zamordowania jako istoty społecznej trwały od września 2011 do grudnia 2015.

Prowokacje przeciwko L. S. Borkowskiemu były kontynuowane w kolejnym roku akademickim. W marcu 2012 w czasie posiedzenia rady wydziału z udziałem rektora i prorektorów pominięto nazwisko Borkowskiego podczas wymieniania nazwisk osób prowadzących wykłady po angielsku. Kiedy zabrał głos i oznajmił, że prowadził po angielsku wykład z dynamiki układów neuronalnych, natychmiast został zaatakowany przez jednego z wydziałowych funkcjonariuszy. Dziekan Naskręcki uniemożliwił odpowiedź na fałszywy zarzut postawiony publicznie mężowi, pospiesznie zamykając zebranie natychmiast po ataku funkcjonariusza. Rektor Marciniak, prorektorzy i wszyscy obecni na posiedzeniu Rady Wydziału Fizyki aprobowali to postępowanie, ponieważ wiedzieli o tym, że Lech Borkowski ma być zamordowany jako członek społeczności akademickiej.

Do prowokacji przeciwko mężowi wykorzystywano także studentów i doktorantów. Różnymi sposobami usiłowano utrudnić prowadzenie wykładu i sprawiedliwą ocenę studentów na koniec semestru. Stałym elementem prowokacji jest uniemożliwianie funkcjonowania osoby zaatakowanej zgodnie z przepisami i zasadami uczciwości i zdrowego rozsądku. Wykładowca informuje studentów na początku semestru o metodach oceniania i warunkach zaliczenia zajęć. Funkcjonariusze uniwersytetu w Poznaniu robili wszystko, by uniemożliwić LSB trzymanie się wyznaczonych wcześniej reguł, a za próby postępowania zgodnie z prawem i zdrowym rozsądkiem dotkliwie karać. To typowa metoda bolszewicka.

Rektor Marciniak i prorektor Lesicki otrzymali wyczerpujące informacje o łamaniu prawa i prześladowaniu L. S. Borkowskiego. Milczeli, zniechęcali mojego męża lub wprowadzali go w błąd. Brali udział w prześladowaniu. W nagrodę prorektor Lesicki został rektorem.

Imię wielkiego wieszcza uniwersytet w Poznaniu otrzymał zapewne jako część kamuflażu. Powinien przecież nosić imię innego znanego Polaka, Feliksa Dzierżyńskiego. Jest to bowiem tylko jeszcze jedna instytucja przemocy społecznej. Szyld instytucji powinien przecież być dostosowany do metod postępowania jej funkcjonariuszy. Także słowo „uniwersytet” należałoby zastąpić czymś innym. Może „Wyższa Szkoła Przemocy Publicznej”? Bliższe prawdy niż uniwersytet. Można też zastosować inny wariant nazewnictwa: Wyższa Szkoła im. 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej Ludowego Wojska Polskiego. W 1963 roku Dywizja dowodzona przez płk. Mariana Kopera otrzymała imię Bohaterów Związku Radzieckiego, a Koper był później w latach 1969-1973 dowódcą Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Pancernych w Poznaniu. WSO blisko współpracowała z uniwersytetem. Związki czołgistów z uniwersytetem w Poznaniu są podkreślane m.in. poprzez wychwalanie PRL-owskiej współpracy między uniwersytetem a WSO.

„Zasadniczym celem Komitetu Uczelnianego PZPR w UAM było ugruntowanie wpływów organizacji partyjnej na wszelką działalność uczelni. Chodziło tutaj w szczególności o oddziaływanie ideowo-polityczne na życie Uniwersytetu z punktu widzenia potrzeb uczelni i ogólnych kierunków polityki partii w Polsce Ludowej. KU PZPR dążył do włączania całej społeczności uniwersyteckiej w ogólnopolski nurt kształtowania socjalistycznego oblicza uczelni wyższych.”

Swoją rolę odgrywało także Koło Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej przy UAM.

„Głównym jego celem było umacnianie przyjaźni polsko-radzieckiej […] Pomyślna realizacja tego programu była możliwa dzięki codziennej współpracy Koła i uczelni z Konsulatem ZSRR w Poznaniu, którego przedstawiciele brali udział w pracach UAM i udzielali inicjatywom uczelni wszechstronnego poparcia.”

Oba cytaty pochodzą z książki „50 lat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza 1919-1969” wydanej przez UAM w 1971.

Na uroczystości rozpoczęcia roku akademickiego 2015/2016 konsul Rosji, państwa odpowiedzialnego za zniszczenie polskiej cywilizacji, podejmowany był z honorami przez funkcjonariuszy rektoratu. Ci sami funkcjonariusze wyrzucili dra hab. Lecha S. Borkowskiego z pracy.

Jak widać, Polska to prawdziwy obóz bez barier. Miejsce mordu społecznego bez barier. Każdy prześladowca i sadysta znajdzie tu swoje miejsce i troskliwą opiekę towarzyszy w przestępstwie.

2013
Kolejną prowokacją był „wybór” nowego dyrektora szkoły muzycznej. R. Lato wprowadzono do PSM w Zielonej Górze 30 sierpnia 2013. Grupa funkcjonariuszy, składająca się z trzech wizytatorów CEA: K. Karcz, W. Ogrodniczaka, A. Kask oraz Przewodniczącego Rady Rodziców S. Mundrego, kazała na siebie długo czekać członkom Rady Pedagogicznej. Po chwili dołączyła do nich H. Górna. W komunistycznym ceremoniale wzięła udział także M. Kuna. Ta grupa gorliwych dozorców miał zapewnić ciągłość zorganizowanych działań przestępczych na kolejne lata.

2014-2015
Kontynuowano prowokacje w PSM.

Lipiec 2015
Napisałam dwa listy do premier Kopacz, która z wykształcenia jest lekarzem pediatrą.

Wrzesień 2015
Napisałam dwa kolejne listy do premier Kopacz.

11 Września 2015
Od tego dnia przebywałam na zwolnieniu lekarskim. Lekarz pierwszego kontaktu popełniła zadziwiający błąd w sztuce lekarskiej, przepisując zdecydowanie niewłaściwe lekarstwo. Powód tej “pomyłki” stał się oczywisty jakiś czas później.

Pod koniec października i na początku listopada 2015 dyrektor szkoły R. Lato i lekarze Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy wzięli udział w zorganizowanej akcji przestępczej przeciwko MG. Wkrótce się okazało, że przepisy prawne zostały tak spreparowane, by maksymalnie ułatwić dokonanie mordu społecznego poprzez sfabrykowanie fałszywego orzeczenia o stanie zdrowia. Jednym z kluczowych elementów prowokacji jest Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 30 maja 1996 roku, w sprawie przeprowadzania badań lekarskich pracowników, zakresu profilaktycznej opieki zdrowotnej nad pracownikami oraz orzeczeń lekarskich wydawanych do celów przewidzianych w Kodeksie pracy, stwarzające lekarzom medycyny pracy furtkę do przymusowego poddania pracownika dowolnym badaniom dodatkowym poza zwykłym rutynowym sprawdzeniem stanu zdrowia.

Rozporządzenie to ma znacznie większe znaczenie praktyczne niż konstytucja, ponieważ (1) nikt nie mówi o jego zmianie i zamknięciu możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarzy, (2) jest starsze niż konstytucja z 1997 roku, o zmianie której bełkotliwie się mówi od mniej więcej połowy ubiegłego roku.

Przez dwadzieścia lat żadna partia, żaden poseł, żaden funkcjonariusz publiczny, prawnik, lekarz ani dziennikarz nie zabrał głosu w sprawie sprzeczności powyższego Rozporządzenia z konstytucją. Na tym polega fałszyzm i publiczna propaganda fikcji.

Kiedy moje prawa człowieka i prawa konstytucyjne były nieustannie łamane, moje pisma i interwencje na różnych szczeblach władzy i w prokuraturze nie wywoływały najmniejszej reakcji pozytywnej. To nie konstytucja bowiem jest najwyższym prawem w Polsce, a decyzje i rozporządzenia funkcjonariuszy. To jedna z podstawowych cech fałszyzmu.

W książce „The Collapse of Communism” wydanej przez Instytut Hoovera w 2000 roku Zbigniew Brzeziński umieścił rozdział zatytułowany „The Grand Failure”, zaadaptowany z jego książki pod tym samym tytułem opublikowanej w 1989, który rozpoczyna się następującym akapitem:

A single crucial fact is the key to understanding the fall of communism in Eastern Europe: Marxism-Leninism was an alien doctrine imposed on the region by an imperial power whose rule was culturally repugnant to the dominated peoples. As a result, a process of organic rejection of communism by East European societies – a phenomenon similar to the human’s body rejection of a tranplanted organ – ensued. This process played out in a contest between national forces seeking ways to free their societies from Moscow’s dogma and Soviet attempts to develop new ways to retain ultimate control over region’s destiny.

Interpretacja Brzezińskiego jest błędna.

Z poważaniem,

Małgorzata Głuchowska, Dr hab. Lech S. Borkowski

Do wiadomości: Premier B. Szydło, Prezydent A. Duda, J. Kaczyński, Ministrowie P. Gliński, K. Radziwiłł i J. Gowin

Załączniki:
1. List M. G. do Ministra Zdrowia K. Radziwiłła z 6 kwietnia 2016
2. List M. G. do Prezydenta A. Dudy z 10 maja 2016