Obsadzanie Stanowiska Dyrektora Państwowej Szkoły Muzycznej w Zielonej Górze 2007-2013

Poprzednia dyrektor szkoły zakończyła pracę na tym stanowisku pod koniec roku szkolnego 2006-7.

SIERPIEŃ 2007

Pod koniec wakacji, w sierpnia 2007 pojawiłam się w szkole muzycznej, w budynku przy Chrobrego. Na korytarzu na pierwszym piętrze stało kilku nauczycieli. Dołączyłam do nich. Miło było spotkać się po wakacjach. Otworzyły się drzwi sekretariatu szkoły. Wyszedł z nich nieznany mi mężczyzna. Ktoś szepnął, że to nowy dyrektor szkoły, podobno z Żagania.

Wyraziłam zdziwienie. Pytałam stojących obok, kiedy odbył się konkurs. Kto kandydował? Dlaczego dyrektorem szkoły nie mógłby zostać ktoś z pracowników naszej szkoły? Nikt z zebranych nie odpowiedział na te pytania. Nie wiedziałam wówczas, jak wybór nowego dyrektora szkoły jest uregulowany w ustawie o oświacie.

Nowy dyrektor powołał na stanowisko kierownika sekcji pianistycznej M. Kunę, nauczycielkę z Rosji.

Po kilku miesiącach jego urzędowania umówiłam się na rozmowę w jego gabinecie.

Od dłuższego czasu zastanawiałam się jak poprawić warunki pracy nauczycieli i nauki naszych podopiecznych, co zrobić, aby szkoła funkcjonowała lepiej. Ponieważ szkoła mieściła się w dwóch budynkach odległych od siebie, zarówno uczniowie jak i nauczyciele, szczególnie pianiści – akompaniatorzy, zmuszeni byli do częstego przemieszczania się. Było to bardzo uciążliwe. W salach budynku przy ulicy Chrobrego dokuczał hałas dobiegający z ruchliwej ulicy, co utrudniało prowadzenie lekcji muzyki. Małe, niewytłumione sale nie sprzyjały procesowi nauczania.

Zaproponowałam dyrektorowi następujące rozwiązanie. Należy rozbudować budynek przy ulicy Niepodległości. Duży niezabudowany plac na jego tyłach był własnością szkoły. Można było na nim postawić nowy budynek. Można było także porozmawiać z właścicielami sąsiadującego ze szkołą budynku Biura Wystaw Artystycznych i być może pomyśleć o wspólnym przedsięwzięciu. Pieniądze można było pozyskać z różnych źródeł, wykorzystując na przykład wartość budynku przy ulicy Chrobrego. Wydawało się to rozwiązaniem dobrym ze względu doskonałą lokalizację, brak hałasu ulicznego i piękną fasadę szkoły w postaci zabytkowej willi. Takie wnętrza mają duszę i odpowiedni klimat do uprawiania sztuki.

31 MARCA 2008

13.30
W auli szkoły przy ulicy Niepodległości zebrała się Rada Pedagogiczna. Byłam zdziwiona, że posiedzenie rady zwołano w tak zaskakującym terminie. Do auli weszła wizytator Centrum Edukacji Artystycznej K. Karcz. Podeszła do stołu dla dyrekcji. Towarzysząca jej osoba, M. Małaczyńska, nosząca dziś nazwisko Szumska, usiadła na krześle niedaleko drzwi wejściowych. Była wyraźnie speszona i podenerwowana. Po krótkiej rozmowie z wizytator dyrektor szkoły zwrócił się do członków Rady. Poinformował nas, że to ostatni dzień jego urzędowania.

W auli zapanowała absolutna cisza. Po chwili zabrała głos Karcz i poinformowała osłupiałą Radę, że od jutra obowiązki dyrektora szkoły będzie pełnić M. Małaczyńska. Poleciła, aby wybrać przedstawicieli Rady Pedagogicznej do konkursu na stanowisko dyrektora. Ani dyrektor ani
wizytator Karcz nie podali żadnego powodu odwołania dyrektora.

Niezwykłą aktywnością wykazała się w tym momencie Kuna. Sprawiała wrażenie niezdziwionej i niezaskoczonej tą nienormalną sytuacją. Ta z pozoru łagodna i nieporadna kobieta wykazała się w tym momencie zadziwiającą inicjatywą. Mimo że nikt ją o nic nie prosił, zaproponowała, by przewodniczącą komisji skrutacyjnej została „Małgosia Głuchowska”. Wstałam i zdecydowanie odpowiedziałam, że nie zamierzam brać udziału w tych dziwnych, niezrozumiałych i nieuzasadnionych działaniach. Ani Karcz, ani nikt inny spośród zebranych nie zareagowali na moje słowa. Nikt nie zamierzał niczego wyjaśniać.

Po chwili nakazano innym nauczycielom, aby liczyli głosy. Nie oponowali.

Następnie zarządzono, aby podać nazwiska nauczycieli, spośród których Rada miała wybrać swego przedstawiciela na tzw. konkurs na stanowisko dyrektora. Padło kilka propozycji. Moją kandydaturę zaproponował kolega pochodzący z Ukrainy. Dlaczego właśnie on to zrobił? Nie znaliśmy się przecież szczególnie dobrze.

Po tajnym głosowaniu przewodniczący komisji skrutacyjnej ogłosił, że na przedstawicieli Rady Pedagogicznej do komisji wybierającej nowego dyrektora wybrano Małgorzatę Głuchowską i Ewę Tuchowską.

Jakiś czas później Małaczyńska zaprosiła mnie do gabinetu dyrektora i zaproponowała funkcję kierownika sekcji pianistycznej. Zastanowiło mnie to. Przecież konkurs na dyrektora miał dopiero się odbyć, a ona z taką pewnością już rozdzielała stanowiska. Zapytałam „A co z Marysią?” [Kuną]. „Ona się nie nadaje”, padła odpowiedź.

MAJ 2008

Otrzymałam pismo z Goleniowa datowane na 21 maja 2008 (Ldz. CEA/BR/103/28) podpisane przez starszego wizytatora Waldemara Ogrodniczaka o następującej treści:

Pani Małgorzata Głuchowska – Przedstawiciel Rady Pedagogicznej Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Zielonej Górze.

Zawiadomienie
Przewodniczący Komisji Konkursowej zawiadamia, że konkurs na stanowisko dyrektora Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Mieczysława Karłowicza w Zielonej Górze odbędzie się w dniu 04 czerwca 2008 r. o godz. 13.30 w siedzibie biura wizytatora regionalnego Centrum Edukacji Artystycznej w Poznaniu, ul.Solna 12.

CZERWIEC 2008

Kilka dni przed konkursem Małaczyńska zapytała, czy mogę pojechać do Poznania swoim samochodem. Stwierdziła, że znam trasę i swobodnie poruszam się po Poznaniu. W końcu spędziłam w tym mieście pięć lat. Zgodziłam się bez problemu. Nawet ucieszyła mnie ta propozycja. Samochodem będzie wygodniej.

W podróży rozmawiałyśmy swobodnie. Jak zwykle żartowałam i śmiałam się. Chodziłam z Małaczyńską do jednej klasy w średniej szkole muzycznej. Rozmowa dotyczyła także mojego męża pracującego na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu oraz naszego rocznego pobytu w Stanach Zjednoczonych.

W szkole muzycznej na ulicy Solnej pojawiłyśmy się kilka minut przed wyznaczoną godziną. Jeszcze przed konkursem starałam się dowiedzieć, kto weźmie w nim udział. Jednak nikt nie udzielał informacji. Będąc przedstawicielem Rady Pedagogicznej do komisji wybierającej dyrektora, byłam pozbawiona informacji o kandydatach na to stanowisko. Zatem przedstawicielstwo Rady było zupełnie fikcyjne, ponieważ ani członkowie Rady Pedagogicznej ani ich reprezentant nie mieli informacji o kandydatach. Dopiero w Poznaniu dowiedziałam się, że do tzw. konkursu przystępuje tylko Małaczyńska. Kontrkandydat miał jakoby wycofać swoje dokumenty w ostatniej chwili. Oczywiście trudno stwierdzić, czy było to prawdą. Jeżeli rzeczywiście tak zrobił, to co wpłynęło na jego decyzję? Nazwisko niedoszłego kontrkandydata nie zostało podane.

Do ponurego pomieszczenia ze stołem konferencyjnym na środku weszło kilku wizytatorów CEA, w tym Karcz i Ogrodniczak, członkowie Rady Rodziców i nasza trójka. Nie spodziewałam się niczego przyjemnego. Moją uwagę zwróciła niezrozumiale przytłaczająca atmosfera. Ponure miny, kompletny brak spontaniczności i jakiegokolwiek entuzjazmu zebranych. Żadnych oznak gościnności gospodarzy. Podobnie mogły wyglądać zebrania partyjne PZPR. Brakowało tylko kłębów papierosowego dymu.

Od początku miałam nieodparte wrażenie, że biorę udział w jakimś spektaklu. Padały pytania wizytatorów i jakby wyuczone, krótkie odpowiedzi Małaczyńskiej. Miałam przygotowanych kilka ważnych pytań do kandydata na dyrektora. Kiedy zadałam pierwsze z nich atmosfera jeszcze bardziej zgęstniała. Takich pytań nie było w scenariuszu tego przedstawienia. Zadawanie konkretnych, merytorycznych, czyli niewygodnych pytań szybko zakończono. Pośpiesznie zarządzono głosowanie. Potem ogłoszono wyniki i pogratulowano nowej pani dyrektor.

Po jednym z zebrań kierowników sekcji zostałam na chwilę w gabinecie. Małaczyńska stwierdziła, że jeśli straciłaby stanowisko dyrektora, to jej zatrudnienie w zielonogórskiej szkole byłoby niemożliwe. Nie wyjaśniła rzeczowo, z jakiego powodu mogłoby się tak stać. Jakiś czas potem pochwaliła mi się, że „Bujanowski załatwił” jej papiery i już nie ma się czego bać. Oczywiście trudno powiedzieć, czy informacje przekazywane przez Małaczyńską były prawdziwe. Równie dobrze mogła kłamać. Należałoby zapytać, w jakim celu kierowała do mnie te uwagi.

We wrześniu 2011 usłyszałam od Małaczyńskiej, że już nie chce być dyrektorem, ale chętnie zostałaby wicedyrektorem, bo „wice kasuje, a nic nie musi.”

14 MARCA 2013

9.00
Nadzwyczajna Rada Pedagogiczna dotycząca wydania opinii o pracy dyrektora.

Rada Pedagogiczna PSM w Zielonej Górze w tajnym głosowaniu zadecydowała o wystawieniu negatywnej opinii dyrektor Małgorzacie Małaczyńskiej (Szumskiej).

20 MARCA 2013

Na głównej tablicy w szkole poświęconej Radzie Rodziców pojawił się nowy plakat podpisany przez Małaczyńską i Mundrego, Przewodniczącego Rady Rodziców. Rada Rodziców i dyrektor szkoły dziękowali na piśmie społeczności szkoły za ponowne obdarzenie ich zaufaniem.

Było to stwierdzenie bardzo interesujące w kontekście negatywnej oceny wystawionej dyrektorowi szkoły. Należy wspomnieć, że na początku posiedzenia Nadzwyczajnej Rady Pedagogicznej pojawił się Mundry i prosił nauczycieli o pomoc w namawianiu rodziców do uiszczania opłat, bo rodzice nie chcieli wpłacać pieniędzy na fundusz Rady Rodziców.

20 MAJA 2013

W poszukiwaniu mojego dziennika lekcyjnego dotarłam do sekretariatu. Tam mnie poinformowano, że „znowu była kontrola”. Tym razem w wykonaniu Starszego Wizytatora CEA Waldemara Ogrodniczaka.

W moim dzienniku znalazł się jego podpis. W rubryce Uwagi i zalecenia pokontrolne Ogrodniczak napisał: Kontrola dziennika. Dalej była pieczątka i jego podpis.

Była to znów prowokacja. Jak należy prawidłowo prowadzić dokumentację szkolną – czy zgodnie z zasadami zawartymi w dokumencie, który sfotografowałam. Dokumentu tego nigdy nie przedstawiono Radzie Pedagogicznej. A może powstała w między czasie kolejna fałszywa dokumentacja dotycząca wypełniania dokumentacji szkolnej, rzekomo pozytywnie zaopiniowana przez Radę Pedagogiczną? Może nawet wykorzystano w niej wzorce z moich dzienników.

17 czerwca 2013 M. Kuna umieściła w moim dzienniku wpis identyczny z wpisem Ogrodniczaka. W rubryce Uwagi i zalecenia pokontrolne wpisała: Kontrola dziennika. Dalej była pieczątka i jej podpis.

19 października 2013 Kuna napisała w moim dzienniku „Uwagi zostaną przekazane ustnie”.

30 SIERPNIA 2013

13.30
Małaczyńska poprowadziła ostatnią Radę przed zmianą dyrektora. Oczywiście nie odczytano protokołu z poprzedniej rady. Sprawę zatwierdzania protokołu zupełnie pominięto. Dyrektor poinformowała Radę o trzech awansach na nauczyciela mianowanego i jednym na dyplomowanego. Warto zauważyć, że byłam jedynym nauczycielem dyplomowanym, o którego awansie nie poinformowano Rady Pedagogicznej. Informacja powinna być przekazana Radzie na pierwszym posiedzeniu w roku szkolnym 2011-12. Nigdy nie otrzymałam też publicznych gratulacji od dyrektora szkoły z okazji awansu. Gratulacje takie składane były wszystkim innym awansowanym.

Małaczyńska przedstawiła kalendarz roku szkolnego. Poinformowała, że niektórzy nauczyciele nie oddali dzienników lekcyjnych z poprzedniego roku szkolnego lub oddali je po terminie. Następnie oznajmiła, że przydzieliła nauczycielom godziny, a korektę tego przydziału wykonała nowa dyrektor R. Lato. Warto zwrócić tutaj uwagę na charakterystyczne rozmywanie odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Jest to typowa sztuczka komunistyczna stosowana w całej działalności aparatu państwowo-przestępczego.

Z niecierpliwością oczekiwaliśmy na dalszy ciąg posiedzenia Rady. Zapowiedziani goście jednak spóźniali się. Wreszcie weszła grupa składająca się z trzech wizytatorów CEA (Karcz, Ogrodniczak, Kask), R. Lato i Mundrego. Po chwili dołączyła do nich z sali Górna, która została wicedyrektorem szkoły. Nastąpiły przemowy, podziękowania, życzenia. W tym typowo komunistycznym ceremoniale czynny udział wzięła także Kuna. Podziękowała publicznie Małaczyńskiej, za pięć lat wytężonej pracy. Towarzyszył jej kierownik sekcji instrumentów dętych. Nieco wcześniej Kuna zarządziła w sekcji pianistycznej zrzutkę dla Małaczyńskiej. Ci sami nauczyciele, którzy w tajnym głosowaniu negatywnie ocenili pracę dyrektora szkoły teraz posłusznie wyciągali pieniądze, aby kupić mu pożegnalny prezent.

Wreszcie głos zabrała nowa dyrektor szkoły. Było to, patrząc z perspektywy kulturalnego człowieka, zadziwiające rozpoczęcie kadencji. W pierwszych słowach Lato zarządziła, że następne posiedzenie Rady Pedagogicznej odbędzie się w sobotę 7 września rano. Jedna ze skrzypaczek wstała wówczas i poinformowała dyrektor o sobotniej próbie w zielonogórskiej filharmonii. Z tego względu niektórzy nauczyciele nie mogliby przyjść w wyznaczonym terminie. Nowa dyrektor szkoły arogancko stwierdziła, że to jej nie obchodzi. Jej stanowisko w pełni akceptował i jawnie wspierał wizytator CEA Waldemar Ogrodniczak. Ostatecznie Rada Pedagogiczna zebrała się w sobotę 7 września o 8.00.

2 WRZEŚNIA 2013, poniedziałek

Rozpoczęcie roku szkolnego, aula Uniwersytetu Zielonogórskiego przy ul. Szafrana.

Weszłam wejściem przy scenie. Idąc wzdłuż pierwszego rzędu usłyszałam szyderczy dwugłos wypowiadający głośno zaczepne „Dzień dobry”. W czwartym rzędzie siedzieli obok siebie w znakomitej komitywie wizytator CEA K. Karcz i S. Mundry, przewodniczący Rady Rodziców. Wypowiedziane słowa skierowane były do mnie. Nie odpowiedziałam.

Po krótkiej części artystycznej na scenę wyszła Karcz. Skierowała do zebranych kilka słów i przedstawiła swoją protegowaną i wychowankę R. Lato jako nowego dyrektora szkoły. Potem nastąpiły przemówienia Lato i Mundrego. Następnie zaproszono na scenę kadrę kierowniczą szkoły. Przedstawiono kierowników sekcji. Poinformowano zebranych, że po zakończeniu uroczystości uczniowie z rodzicami mają się zgłaszać do kierowników sekcji.

Nauczycieli nie przedstawiono nowym uczniom i ich rodzicom, chociaż byli obecni na sali.

Małgorzata Głuchowska
marzec 2018