List Małgorzaty Głuchowskiej do Prezydenta Polski 13 Lutego 2013

Małgorzata Głuchowska
[…]
Zielona Góra

Bronisław Komorowski
Prezydent RP
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa

13 lutego 2013

Szanowny Panie Prezydencie,

Pismo to jest kontynuacją moich listów z 14 października 2012 i 13 grudnia 2012.

[…] Chcę przedstawić metody postępowania zorganizowanej grupy w celu zlikwidowania człowieka jako jednostki społecznej i całkowitej anihilacji jego psychiki z możliwością doprowadzenia do samobójstwa. Innymi słowy chcę przedstawić proces duszobójstwa.

Cały proces jest szczegółowo opisany w kilkutomowej dokumentacji […] Znaczna część tej dokumentacji znajduje się w budynku stojącym vis a vis pałacu prezydenckiego, w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

To niewiarygodne, że osobę, która była zobowiązana ze względu na pełnione funkcje wyjaśnić sprawy dotyczącego zgodnego z prawem funkcjonowania szkoły poddaje się rozmaitym szykanom i publicznym torturom psychicznym, oczernia, a następnie usuwa bez żadnego uzasadnienia z zajmowanych stanowisk, narażając na utratę szacunku i zaufania uczniów, rodziców, współpracowników i całego środowiska artystycznego.

Jak się okazało, w proces ten oprócz lokalnego układu zaangażowano cały aparat władzy z ministerstwem i prokuraturą, a nad bezpieczeństwem oprawców czuwają najwyższe władze państwowe. Ten fakt dowodzi niezbicie, że żyję w kraju totalitarnym, w kolejnej odsłonie zbrodniczego kolektywizmu. […] Zdjęto wprawdzie szyld komunizmu i ukryto go, ale zbrodniczy kolektyw jak działał, tak działa nadal. Dawniej mordowano ludzi jawnie, zabijając ich ciała. Teraz torturuje się i zabija ich dusze. Zamiast ludobójstwa otwartego mamy więc duszobójstwo. Słowa duszobójstwo nie ma jeszcze w słowniku języka polskiego. Oddaje ono jednak istotę rzeczy.

Zgromadzone przeze mnie dowody kompromitują MKiDN (Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) łącznie z nadzorem pedagogicznym, prokuraturę i związki zawodowe. Jednak przede wszystkim świadczą o tym, że rozpoczęta 17 września 1939 eksterminacja polskich elit trwa nadal. Tortury fizyczne i mord fizyczny zamieniono jedynie na tortury psychiczne i mord duszy. Oczywiście mamy ciągle do czynienia z nieustającą kampanią medialną zagłuszającą i fałszującą rzeczywistość.

Niewiarygodny sadyzm, inwigilacja, zastraszanie, oszczerstwa i pomówienia przy jednoczesnym unikaniu zostawiania śladów na piśmie to typowo komunistyczne metody pastwienia się nad człowiekiem. Ktoś słusznie stwierdził, że perfidia jest najwyższą formą komunizmu.

Już po sześciu miesiącach tego piekła zaczęłam się zastanawiać nad definitywnym rozwiązaniem moich kłopotów i nie mam tu na myśli rezygnacji z pracy. Czy wie Pan, Panie Prezydencie, jak czuje się zwierzyna podczas obławy otoczona gromadą myśliwych i sforą psów?

Ja wiem. Wiem także, jak czuje się człowiek, na którego polują inni ludzie. Wiem, jak pragnie, by to się wreszcie skończyło i wytrzymuje tylko dlatego, że potrzebuje go kochająca rodzina.

Oddychałam z trudnością. Ataki kaszlu uniemożliwiały normalne porozumiewanie się z otoczeniem. Miałam bóle głowy i serca. Cierpienie odebrało mi apetyt. Nie chciałam żyć. Objawy nasilały się, kiedy zbliżałam się do szkoły. Z powodu przyjmowanych leków uspokajających, a potem psychotropowych, nie mogłam prowadzić samochodu. Po powrocie z pracy natychmiast zasypiałam, po kilku godzinach budziłam się i marzyłam, żeby znowu zasnąć, a rano wstawałam z płaczem i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Tak wygląda duszobójstwo.

[…]

Moją osobę zna także doskonale starsza wizytator CEA regionu lubuskiego Krystyna Karcz, która zajmuje to stanowisko od czasów, kiedy byłam nastolatką. Zna doskonale moją postać, mój profil psychologiczny. Zna również moją pracę na stanowisku nauczyciela, koordynatora nadzoru pedagogicznego i kierownika sekcji pianistycznej. Podsumowaniem mojej pracy na tym samym ostatnim stanowisku jest dokumentacja złożona pani wizytator w czerwcu 2011 w związku z ubieganiem się o awans zawodowy na stopień nauczyciela dyplomowanego. Dokumentacja ta została bezprawnie udostępniona osobie postronnej niezwiązanej z procedurą awansową. Mimo że usunięto mnie z funkcji kierowniczej, wykorzystuje się nadal moje pomysły i kontynuuje moje projekty, pomijając mój wkład. Zabrano mi więc to, co stworzyłam. Dokonano kradzieży.

Tytuł nauczyciela dyplomowanego podpisał prof. Wiktor Jędrzejec. Pismem z 22 sierpnia 2011 powierzono mi funkcję kierownika sekcji pianistycznej na kolejne dwa lata, do 31 sierpnia 2013. We wrześniu poproszono mnie po raz trzeci, abym przyjęła funkcję przewodniczącej rady rodziców. Do tej pory odmawiałam. Tym razem zgodziłam się.

14 października 2011 otrzymałam kolejną nagrodę dyrektora, podobnie jak działo się to w ciągu dwudziestu wcześniejszych lat.

Pani dyrektor złożyła mi serdeczne podziękowania za współpracę w realizacji szczytnego celu, jakim jest edukacja artystyczna i wychowanie młodego pokolenia. Życzyła dużo zdrowia, wytrwałości i cierpliwości, niekończących się źródeł inspiracji w swojej pracy oraz samych sukcesów zawodowych, wzorowych uczniów i powodzenia w życiu osobistym.

Podobne życzenia składało mi przez kolejne lata mojej pracy dwóch poprzednich dyrektorów szkoły i Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Kazimierz Michał Ujazdowski.

Ale już 29 listopada 2011 pani dyrektor odmówiła mi, przewodniczącej rady rodziców, dostępu do dokumentacji finansowej rady rodziców i jednocześnie wręczyła upomnienie za rzekomo złe zachowanie i naganę za wizytę u lekarza, o której poinformowałam sekretariat. Tego samego dnia wieczorem odwołano mnie z funkcji przewodniczącej rady rodziców stosunkiem głosów 4 do 3 bez podania przyczyny, ale za to przy gorącym aplauzie pani dyrektor, która była na tym zebraniu obecna. Odwołało mnie dwóch panów, których córki zaledwie we wrześniu 2011 rozpoczęły naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej, nauczycielka fortepianu – moja ówczesna podwładna i jednocześnie protegowana wizytator CEA regionu lubuskiego oraz pani rencistka. Niedługo później, 10 lutego 2012, w kolejnym etapie likwidacji mojej osoby, dyrektor skierowała do mnie wyjątkowo napastliwe pismo (załącznik 1). Warto je zachować dla przyszłych pokoleń i badaczy historii Polski. Wręczono mi je w ostatnim dniu pracy przed feriami zimowymi. Od nagrody dyrektora mijało 51 dni pracy.

Prawnik z południa Polski zapytał po zapoznaniu się z pismem pani dyrektor z 10 lutego 2012, skąd jestem i gdzie pracuję. Następnie stwierdził, że to nie szkoła artystyczna, ale zakład karny o podwyższonym rygorze. […]

Pismo pani dyrektor jest kwintesencją komunistycznego pastwienia się nad obiektem ludzkim przeznaczonym do likwidacji i dlatego przekazuję je najwyższym władzom państwowym RP. Proszę je umieścić wśród najcenniejszych dokumentów naszej epoki. Będzie w przyszłości świadczyć o rozkwicie bestialstwa na niespotykaną wcześniej skalę w kraju rzekomo wolnym i demokratycznym. W kraju przeżywającym jakoby najlepszy czas w swojej tysiącletniej historii! Jak widać, wiedza i umiejętności systemu komunistycznego w zakresie likwidacji jednostki ludzkiej są dziś stosowane przez funkcjonariuszy różnych szczebli z wielką wprawą. Tych umiejętności nie nabywa się przypadkiem. Nie ma tego w programach szkolnych. Nie mówi się o tym w mediach. A jednak w postępowaniu kolektywu likwidacyjnego widać wyraźnie realizację starannie przygotowanego planu działania. Czy usłyszymy od nich za jakiś czas, że wykonywali jedynie rozkazy? Jeśli tak, to czyje rozkazy wykonywali? Społeczeństwo polskie powinno wreszcie poznać dysponenta tej władzy.

Już jesienią 2011 na zlecenie starszej wizytator Centrum Edukacji Artystycznej regionu lubuskiego Krystyny Karcz zaczęły powstawać dokumenty dwojakiego rodzaju. W pośpiechu produkowano dokumentację mającą na celu upozorowanie prawidłowej pracy szkoły. Odpowiednie dokumenty powinny istnieć i być używane co najmniej od kilku lat. Do tej pory nauczyciele nie znają ich treści, a nawet nie wiedzą o istnieniu niektórych nowo wyprodukowanych dokumentów, które rzekomo zaopiniowali w czasie posiedzeń rady pedagogicznej. Ich rzekomi twórcy nie wiedzą o tym, że je napisali. Niektóre dokumenty opatrzono datami fikcyjnych posiedzeń rad pedagogicznych, czyli posiedzeń, które nigdy się nie odbyły. Opis m. in. takich właśnie posiedzeń przedstawia dyrektor Departamentu Szkolnictwa Artystycznego i Edukacji Kulturalnej MKiDN prof. Wiktor Jędrzejec w piśmie z 6 czerwca 2012, DEK/2940/12.

Jednocześnie fałszowano dokumentację bieżącą: protokoły spotkań, zebrań, posiedzeń rad pedagogicznych, dzienniki lekcyjne, produkowano pisma mające na celu oczernianie mojej osoby.

Jest prawdopodobne, że sfałszowano również protokoły egzaminów końcowych szkoły, nanosząc zmiany po podpisaniu ich przez komisje egzaminacyjne. Byłoby to posunięcie konieczne, aby przypieczętować słowa zawarte w piśmie prof. Jędrzejca z 6 czerwca 2012, z których wynika, że wszystkie programy nauczania dostosowano do jednego z ministerialnych rozporządzeń.

Z technicznego punktu widzenia fałszowanie protokołów w przypadku uczniów szkoły podstawowej było przedsięwzięciem bardzo prostym. Znacznie gorzej przedstawiała się sytuacja w przypadku absolwentów szkoły średniej.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, że prof. Jędrzejec opisał przebieg posiedzeń rad pedagogicznych, które się nie odbyły, możliwe, że nie poczyniono żadnych zmian i protokoły wyglądają tak, jak w wersji pierwotnej i są kolejnym dowodem na to, że przecież nie o przestrzeganie prawa tu chodziło, lecz o likwidację człowieka.

W maju 2012 pod groźbą utraty pracy podpisałam protokół egzaminu dyplomowego jednego z dyplomantów, który przeprowadzono na skutek manipulacji pani dyrektor nie tylko niezgodnie z ministerialnym rozporządzeniem, ale w ogóle niezgodnie z prawem. Pozostali członkowie komisji złożyli podpisy bez słowa komentarza i najmniejszego sprzeciwu.

Wszystkie mechanizmy fałszerstw są ministerstwu bardzo dobrze znane. Część z nich szczegółowo opisałam w pismach do ministerstwa.

Podstawową metodą, jaką posłużyli się likwidatorzy była metoda prowokacji. W związku z tym, że grupa ta doprowadziła mnie do całkowitego załamania i do chęci pozbawienia się życia, mam społeczny mandat i obowiązek przedstawienia ich z imienia i nazwiska.

Honorata Górna, nauczycielka fortepianu, protegowana starszej wizytator CEA regionu lubuskiego

Sławomir Mundry, były sekretarz, dzisiejszy przewodniczący rady rodziców szkoły

Małgorzata Małaczyńska [obecnie Szumska], dyrektor PSM im. M. Karłowicza w Zielonej Górze

Krystyna Karcz, starsza wizytator Centrum Edukacji Artystycznej (Zielona Góra)

Wacław Kłaput, główny wizytator CEA (Bydgoszcz)

Zdzisław Bujanowski, dyrektor Centrum Edukacji Artystycznej (Warszawa)

Wiktor Jędrzejec, dyrektor Departamentu Szkolnictwa Artystycznego i Edukacji Kulturalnej MKiDN (Warszawa)

Paweł Sawicki, prokurator Prokuratury Rejonowej (Zielona Góra)

Dzisiejszy przewodniczący rady rodziców, będąc jej sekretarzem, przesłuchiwał mnie z wprawą oficera bezpieki, sabotował prowadzone przeze mnie zebrania, przerywał i zagłuszał moje wypowiedzi, nękał i uprawiał stalking za pomocą e-maili, SMS-ów i telefonów, fałszował protokoły rady. Zaatakował mnie jako przewodniczącą rady rodziców i jednocześnie jako członka kadry kierowniczej szkoły, mimo że jego sześcioletnie dziecko dopiero rozpoczynało w niej naukę gry na fortepianie. Nie znał mnie wcześniej i nie znał samej szkoły. I już w drugim miesiącu kontaktu ze szkołą wykazał się wobec mnie niesamowitą agresją i okrucieństwem psychicznym. Nie ma żadnego uzasadnienia dla takiego postępowania poza jednym: uczestnictwo w grupie likwidacyjnej.

Nauczycielka fortepianu, znajoma przewodniczącego i protegowana wizytator CEA regionu lubuskiego fałszowała protokoły ze spotkań i zebrań sekcji oraz spotkania rady, poświadczała nieprawdę, publicznie pastwiła się nade mną podczas spotkań, zebrań sekcji i posiedzeń rady pedagogicznej, zastraszała mnie pozwami sądowymi i oszczerczymi pismami.

Nad bezkarnością poczynań owej pani czuwała dyrektor PSM Małgorzata Małaczyńska, urządzając prowokacje, zastraszając mnie kolejnymi pismami, upomnieniem i naganą, oraz stosując publiczne tortury upokarzające mnie w oczach innych nauczycieli, rodziców, uczniów oraz pracowników administracji szkoły.

Te trzy osoby, mimo pozorów ogłady prezentowanych na szerszym forum, połączyły się w znęcaniu się nad osamotnioną i de facto całkowicie bezbronną jednostką, która była i jest ubezwłasnowolniona władzą swojego bezpośredniego zwierzchnika. Reprezentowany przez nich sadyzm można określić jako najwyższe stadium przemocy psychicznej.

Protokolantka podpisywała swoim nazwiskiem rzekome protokoły z zebrań sekcji i posiedzeń rady pedagogicznej prowadzonych przez dyrekcję. Treść tych protokołów kilkakrotnie zmieniano po konsultacjach z nadzorem pedagogicznym w taki sposób, aby rzekome opisy zebrań i przebiegu rad pedagogicznych podpisane przez protokolantkę diametralnie różniły się od treści rzeczywistych, przekazywanych ministerstwu przeze mnie.

Zadaniem prokuratora zielonogórskiej prokuratury musiało być sfałszowanie moich zeznań oraz uczynienie ze mnie osoby niewiarygodnej, która pod przysięgą rzuca bezpodstawne oskarżenia.

Kopię pisma informującego o odmowie wszczęcia postępowania wraz z treścią moich rzekomych zeznań prokuratura przesłała członkom rady rodziców, mimo że zeznawałam w swoim własnym imieniu. Obecny przewodniczący przesłał sfałszowane prokuratorskie pismo pocztą elektroniczną wszystkim nowym członkom rady rodziców, których dobrano w tzw. wyborach uzupełniających. Nastąpił kolejny etap oczerniania mnie w oczach kolejnych rodziców i kolejny etap pastwienia się nade mną za pomocą e-maili. Pan Mundry zastraszał mnie usunięciem z rady, a następnie próbował zmusić do rezygnacji. Dawał także do zrozumienia, że mogę być usunięta z pracy.

Zadaniem sekretarz szkoły i jednocześnie osobistej sekretarki wizytator CEA regionu lubuskiego było m. in. przepisywanie lub powielanie na ksero sfałszowanej i antydatowanej dokumentacji dotyczącej upozorowania prawidłowej pracy szkoły. Wcześniej decyzją pani dyrektor pani sekretarz prowadziła także dokumentację finansową rady rodziców. Decyzja ta była podjęta jednostronnie przez panią dyrektor, nie przez radę rodziców.

Nad całością tych poczynań czuwała starsza wizytator CEA Krystyna Karcz. Jedno zdanie tej osoby mogło definitywnie zakończyć proces znęcania się i poniżania człowieka. Postawa pani wizytator od lat uświadamiała całej społeczności szkoły, że nie obowiązuje ani prawo, ani rozsądek, ani podstawowe zasady etyki czy po prostu ludzkiej przyzwoitości. Pani wizytator aktywnie monitorowała przebieg prowokacji i sama bardzo aktywnie w niej uczestniczyła. To właśnie na jej polecenie zwołano zebranie sekcji pianistycznej, które, jak się okazało, nie służyło wcale wyjaśnieniu spraw związanych z rozporządzeniem MKiDN z 25 lutego 2011, lecz było pretekstem do kolejnej rundy znęcania się nade mną. Wizytator nie odpowiedziała na kluczowe pytania postawione w moich pismach, które natychmiast wyjaśniłyby pewne sprawy i uzdrowiły sytuację. Uciekła ze szkoły, kiedy prosiłam o reakcję na poczynania pani dyrektor. Zdarzało się jej odpowiadać na dwa różne pisma z prośbą o pomoc pismem tej samej treści, z tą samą datą, w którym zmieniła jedynie numer. Nie udzieliła odpowiedzi na pytanie, które zadałam pisemnie: jakie informacje na mój temat przekazała członkom rady rodziców, którzy mnie odwołali?

“Kontrolujący” szkołę główny wizytator CEA Wacław Kłaput wykonał swoje zadania zgodnie z planem. Zataił przede mną przedmiot kontroli, informując mnie, że przyjechał w sprawie skargi przewodniczącej rady rodziców Małgorzaty Głuchowskiej. W kolejnych ministerialnych pismach, które otrzymywałam po tzw. kontroli podawano inne powody jego przyjazdu do Zielonej Góry. Pisano też, że o wszystkich powodach zostałam powiadomiona, co jest nieprawdą.

Wizytator nie wykonał podstawowej czynności, którą powinien wykonać, a mianowicie nie porozmawiał z byłą przewodniczącą rady [która pełniła tę funkcję przede mną], aby dowiedzieć się, jak odbywało się podpisywanie zgody na kolejne przelewy z konta rady rodziców, nie zapytał wieloletnich członków rady, dlaczego nagle złożyli rezygnacje z udziału w jej pracach. Na efekty tak przeprowadzonej kontroli nie trzeba było długo czekać. Dotknęło to bardzo boleśnie nie tylko mnie, ale również moich podopiecznych. Do średniej szkoły muzycznej nie przyjęto mojej uczennicy, córki byłego wiceprzewodniczącego rady rodziców, który był świadkiem podczas rozmowy z byłą przewodniczącą rady. Jego córka, wieloletnia wzorowa uczennica zdała egzamin na ocenę bardzo dobrą. Mimo to pani dyrektor nie przyjęła jej. Ponieważ wieści roznoszą się w szkole bardzo szybko, wszyscy rodzice uczniów dowiedzieli się, że należy podporządkować się absolutnej władzy pani dyrektor. Pani dyrektor jest pod ochroną ministerstwa.

Podczas rozmowy ze mną w grudniu 2011 na tematy związane z radą rodziców wizytator zapytał nagle:

A jakbym postarał się o cofnięcie nagany?

Odpowiedziałam zdecydowanie, że to nic nie pomoże. Nie dam się ani zastraszyć, ani przekupić. Mimo to wizytator wydał odpowiednie polecenie pani dyrektor.

Moi prześladowcy dalej znęcali się nade mną, mając pewność, że są całkowicie bezkarni. Pani dyrektor mogła obwieścić radzie pedagogicznej zielonogórskiej szkoły muzycznej na jej nadzwyczajnym posiedzeniu w dniu 12 marca 2012.

Na podstawie art. 38 ust. 1 pkt 2 ustawy o systemie oświaty po zasięgnięciu opinii Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odwołuję Panią ze stanowiska kierownika sekcji pianistycznej w Państwowej Szkole Muzycznej I i II st. im. M. Karłowicza w Zielonej Górze z dniem 8 marca 2012.

Ponieważ nie znalazłam opinii w moich aktach osobowych, i nie przedstawiono mi powodów zwolnienia, zadzwoniłam do MKiDN z pytaniem, czy ją wystawiono.

Niestety. Jest opinia. Wystawiono ją 10 lutego 2012. A nie ma Pani może jakichś znajomych w ministerstwie?

Następnie udzielono mi rady.

Jak dokumentacja jest fałszowana, to musi Pani zawiadomić prokuraturę.

Było to po sfałszowaniu moich zeznań przez prokuratora Sawickiego.

Kiedy domagałam się od ministerstwa przedstawienia opinii, jaką ministerstwo wystawiło na mój temat, okazało się, że opinii nie wystawiono, a minister pozytywnie zaopiniował wniosek pani dyrektor pismem z 24 lutego 2012, posiłkując się jako uzasadnieniem fragmentami pisma pani dyrektor z 10 lutego 2012 (pismo prof. Jędrzejca z 8 października 2012, DEK/3917/12).

Cel osiągnięto – zostałam usunięta z funkcji kierownika sekcji, a wszyscy nauczyciele i cała społeczność szkoły dowiedziała się, że nie tylko pani dyrektor ma chyba “jakieś” powody do zwolnienia mnie, ale również popiera ją w całej rozciągłości organ prowadzący szkołę, czyli MNKiDN.

Byłam ostatnią osobą powiadomioną o usunięciu mnie z funkcji kierownika sekcji. Obwieszczono mi to listem poleconym przesłanym na adres domowy. Wcześniej dowiedzieli się o tym pracownicy administracji i obsługi, a także nauczyciele. Zostałam odwołana z tej funkcji bez uzasadnienia. Niezgodnie z prawem. Ministerstwo zatem akceptuje łamanie prawa i łamanie najbardziej elementarnych praw obywatelskich.

O bezpieczeństwo wszystkich zaangażowanych w proces likwidacji mojej osoby dbał dyrektor CEA Zdzisław Bujanowski. Nie ustosunkował się merytorycznie do moich pism opisujących bestialstwo moich bezpośrednich prześladowców, nie zareagował na kolejne dowody fałszowania dokumentacji szkoły i nakłaniania, a wręcz zmuszania podwładnych przez panią dyrektor do uczestniczenia w tym procederze. Natomiast poinformował mnie o bardzo szerokich kompetencjach dyrektora szkoły. Były to oczywiście pogróżki, które miały mnie zastraszyć i uciszyć. Była to także czytelna zachęta do dalszych represji ze strony pani dyrektor. Dowiedziałam się, co może podwładnym zrobić dyrektor szkoły (pismo z 14 marca 2012, NP-BE-059-3/2012). Kopię pisma przesłał wizytator Karcz.

O bezkarność tej zorganizowanej grupy dba także dyrektor departamentu w MKiDN Wiktor Jędrzejec. W piśmie z 2 lutego 2012 DEK/417/12 prof. Jędrzejec informuje mnie, że do CEA wpłynęło pismo “członków rady” z 11 stycznia 2012 (nie przedstawiono mi do dzisiaj ani jego treści, ani autorów). Ale w piśmie z 8 października 2012, DEK/3917/12 informuje, że ani do MKiDN ani do CEA nie wpłynęły żadne donosy.

Z przykrością stwierdzam, że mimo, iż potrafię czytać ze zrozumieniem, zupełnie nie mogę zrozumieć treści pism pana profesora, w których kolejne pisma zaprzeczają poprzednim, a kolejne zdania jednego pisma zaprzeczają wcześniejszym, dowodząc niezliczonej ilości kłamstw i manipulacji, dając wyraz niezwykłemu zaangażowania MKiDN w proces zagłady mojej osoby.

Cała grupa współpracuje bardzo sprawnie. Dzięki temu odpowiedzialność za całe to okrucieństwo rozkłada się na sporą grupę osób.

Minister Zdrojewski milczy. A Pan Premier udaje, że nie rozumie treści moich pism. Widać, że według wytycznych procesu likwidacji oprawcy mają być bezkarni. Żyjemy w państwie totalitarnym.

W zachowaniu uczestników prowokacji widoczne są pewne analogie, powtarzające się schematy postępowania. Moje zeznania złożone w prokuraturze dotyczyły wszystkich uczestników prowokacji, którzy ujawnili się do lutego 2012. Dotyczyły więc także starszej wizytator CEA regionu lubuskiego i głównego wizytatora CEA. Składałam je dwukrotnie osobiście. Trzecią część zeznań przesłałam pocztą.

Kiedy poinformowałam prokuratora Pawła Sawickiego, przedstawiając jednocześnie dowody bestialstwa, że znęcano się nade mną i że mimo moich próśb, wizytator Karcz nie zrobiła nic, aby ten proces zatrzymać, prokurator stwierdził:

No to co?

Kiedy przekazałam głównemu wizytatorowi Wacławowi Kłaputowi pismo z odpowiednim dokumentem szkolnym, z którego jasno wynikało, że dyrektor fałszuje dokumentację szkoły, obdarza tytułem magistra jednego z jej pracowników, przypisuje pracownikom szkoły czynności, których w rzeczywistości nie wykonali lub nie mogli wykonać, bo nie mieli do tego uprawnień, a szkoła pracuje bez programów nauczania do niektórych przedmiotów, wizytator powiedział

Pani dyrektor pomyliła się.

Następnie dodał

Pani dyrektor ma odpowiedź na każde pytanie. A tak w ogóle od programów jest wicedyrektor.

Mimo że przekazałam MKiDN m. in. mnóstwo opisów sytuacji i mechanizmów manipulacji, dokumentów podpisanych przez prowokatorów, świadczących o ich sadyzmie, dowody kłamstwa, matactw i fałszerstw, prof. Jędrzejec odpowiedział

Sprawa była badana przez dwóch wizytatorów i ministerstwo podtrzymuje udzielone mi odpowiedzi.

Kiedy opowiadałam pani wizytator regionu lubuskiego o przebiegu zwołanego z jej polecenia zebrania, na którym pastwiła się nade mną moja ówczesna podwładna zapytała, dlaczego się nie broniłam. Gdy opisywałam głównemu wizytatorowi CEA przesłuchiwanie mnie przez ówczesnego sekretarza rady rodziców zapytał, czemu dałam się przesłuchiwać. A kiedy próbowałam się bronić, karała mnie dyrektor szkoły.

Te sytuacje konstruowane były według typowo esbeckich schematów. Ofiara miała być umieszczona w takich sytuacjach, aby każdy wybór prowadził do pogorszenia sytuacja.

Pani dyrektor w jednym ze swoich pism wysyłała mnie do psychologa. Na skierowanie mnie do psychiatry nie odważyła się pisemnie. We wszystkich pismach między wierszami daje mi to do zrozumienia przedstawiciel MKiDN prof. Wiktor Jędrzejec. Widzimy tu wyraźne podobieństwo do czasów dyktatury komunistycznej, kiedy wszystkim było wiadomo, że kolektyw prześladowców stoi ponad prawem, a człowieka domagającego się poszanowania godności i przestrzegania prawa likwidowana albo zamykano w szpitalu dla psychicznie chorych.

W styczniu dostarczono mi kolejne ministerialne pismo datowane na 10 grudnia 2012 DEK/4383/12 wysłane z Warszawy 27 grudnia 2012. Była to nieco spóźniona reakcja na dwa moje poprzednie pisma z niezbitymi dowodami na to, jak przeprowadzone były kontrole przez dwóch wizytatorów CEA. Nastąpiła kolejna kontrola, o którą nie prosiłam. Tym razem ministerstwo nie informowało, kto ją przeprowadził. Pan Jędrzejec nie zareagował na przesłane dowody, a jedynie napisał, że prowadzę dokumentację szkolną bardzo starannie, ale fałszuję informacje zawarte w moim dzienniku lekcyjnym. Wcześniej, w lutym 2012 to samo twierdziła pani dyrektor. Według prof. Jędrzejca jako jedyna nie wykonałam tego, co rzekomo powinnam była wykonać. Wystarczy jednak sięgnąć po dzienniki innych nauczycieli, aby stwierdzić, że to nieprawda. Warto przy tym podkreślić, że prof. Wiktor Jędrzejec odpisuje na moje pisma podobnie jak wizytator Karcz, nie udzielając odpowiedzi.

Treść pisma prof. Jędrzejca wcale mnie nie zdziwiła. Tę postawę znam bardzo dobrze od ponad roku. Tę samą zasadę zastosowała dyrektor Małaczyńska w piśmie z 10 lutego 2012. Jest to stawianie zarzutów z pełną świadomością, że są one nieprawdziwe. Można się tylko domyślać, że “w razie czego” przygotowana jest jakaś wymówka w rodzju “pan X się pomylił” albo “pan X otrzymał niepełne informacje”. Może też chodzi o zatarcie granicy między prawdą a fałszem.

Po niemal dwudziestu latach spokojnej, wzorowej pracy, próbowano mnie skłócić mnie niemal z całą społecznością szkoły, konstruując niezliczone prowokacje. Na przykład 7 listopada 2011, po 12 latach przyjaznej, serdecznej i pełnej szacunku współpracy pani Aleksandra, która jest sekretarzem szkoły i jednocześnie osobistą sekretarką wizytator CEA, podniesionym głosem zażądała, abym zwracała się do niej po nazwisku.

Warto wspomnieć, że z drugą panią z sekretariatu, która jest siostrą pani sekretarz, łączą mnie także koleżeńskie stosunki. Praktycznie każdego dnia zaglądałam do sekretariatu, aby powiedzieć po prostu “cześć dziewczyny”, każdego roku w czerwcu dziękowałam za profesjonalną współpracę słowami i drobnym słodkim podarunkiem.

Oczywiście jesienią 2011 widziałam stosy nowo wyprodukowanych dokumentów szkoły. Wszystkie sfałszowane i antydatowane dokumenty szkolne, programy nauczania oraz ich kolejne wersje przeszły przez ręce pani sekretarz i jednocześnie osobistej sekretarki wizytator CEA regionu lubuskiego. Pani sekretarz pisze także m. in. zarządzenia dyrektora, wie co usunięto lub dopisano, zna daty ich napisania i wyłożenia. Mówiąc krótko, sekretarz szkoły wie wszystko.

Wydano więc polecenie, by pani sekretarz zaprzestała przyjaznych kontaktów ze mną w celu wyizolowania mnie ze społeczności szkolnej i zniechęcenia do do kontaktów z sekretariatem. Upozorowaniem rzekomych nieporozumień miało być pretekstem do kolejnej prowokacji, tym razem w wykonaniu głównego wizytatora CEA Wacława Kłaputa, któremu najwyraźniej dano zadanie znalezienia jakichś haków na mnie.

Nakazano także paniom z sekretariatu, aby nie przekazywały mi żadnych informacji ani dokumentów, które były mi potrzebne do wykonywania moich obowiązków służbowych, czy po prostu normalnej pracy nauczyciela. Mogły one być również dowodami, które ułatwiłyby mi obronę. W ten sposób, jeśli samodzielnie podjęłam decyzję, można mnie było ukarać za coś, co zrobiłam, a w przypadku braku decyzji z mojej strony można mnie było ukarać za to, że nie zrobiłam czegoś. Brak informacji niezbędnych do podjęcia prawidłowej decyzji miał mnie zmusić do popełnienia błędu. Aby sekcja pracowała bez zarzutu, musiałam podjąć pewne decyzje sama, co szczegółowo opisałam w pismach do dyrektora Bujanowskiego. Nie zrobił on absolutnie nic, aby mi pomóc.

Najpierw odmawiano mi wglądu do protokołów posiedzeń rad pedagogicznych, potem udostępniono mi je pod nadzorem, bez możliwości zrobienia kopii. Dostęp do dokumentów utrudniał także dyrektor Bujanowski i pracownicy biura prawnego CEA. Tym razem chodziło o protokół z kontroli głównego wizytatora CEA Wacława Kłaputa. Protokół ten został na długo utajniony, choć nie dotyczy spraw tajnych. Panowie Bujanowski i Jędrzejec wysuwali pod moim adresem zarzuty, powołując się na tenże utajniony protokół, a mnie odmawiano prawa do zapoznania się z nim. Czyż nie są to metody komunistyczne? Oskarżyć człowieka o coś i nie przedstawić mu dokumentu, który ma być podstawą do postawienia zarzutu? Kiedy wreszcie dokument został udostępniony do wglądu, dział prawny CEA zrobił, co było w jego mocy, aby maksymalnie utrudnić spokojne i bardziej szczegółowe zapoznanie się z nim.

Powstawały też protokoły z różnych spotkań, mimo że nie powoływano protokolanta i nie miałam pojęcia ani ja, ani inni ich uczestnicy, że takie protokoły istnieją.

Informowano mnie natomiast ochoczo na przykład, że pani dyrektor przebywa w Warszawie, chociaż zupełnie mnie nie obchodziło, co się dzieje z panią dyrektor. Przechodząc korytarzem słyszałam wielokrotnie okrzyki pani sekretarz:

Pani dyrektor, dyrektor Bujanowski dzwoni.

Były to zachowania z pozoru pozbawione logiki. Jednak w kontekście całej sprawy niezwykle czytelne.

Wśród ukrywanych przede mną dokumentów była nawet księga zarządzeń dyrektora i w związku z tym nie wiedziałam na przykład, czy jestem przewodniczącą szkolnej komisji przesłuchań i czy w ogóle jestem w jej składzie, czy też nie. Czytając jedno z zarządzeń, naniosłam więc odpowiednią adnotację obok podpisu. Dokonałam także wpisu po zarządzeniu pani dyrektor dotyczącym wprowadzenia programów nauczania w środku roku szkolnego w grudniu 2011 i niezgodnie z wymaganiami ustawy o systemie oświaty. Ponieważ główny wizytator CEA dał mi do zrozumienia, że jeśli zrobię kolejny wpis, dostanę kolejną naganę, w tym roku szkolnym podpisałam, tak jak inni nauczyciele, kilka zadziwiających zarządzeń bez słowa komentarza oraz antydatowane zarządzenie pani dyrektor bez dokonania wpisu rzeczywistej daty jego przedłożenia.

Podstawowym sposobem znęcania się nade mną było upokarzanie mnie w obecności nauczycieli, pracowników niepedagogicznych szkoły, uczniów i rodziców. Takie seanse urządzano najczęściej w mojej obecności. Ale zdarzały się także w czasie mojej nieobecności, kiedy byłam na zwolnieniu lekarskim.

Podczas jednego ze zorganizowanych przeze mnie spotkań sekcji moja ówczesna podwładna, pani Górna, wykluczyła mnie z członkostwa jury jednego ze szkolnych konkursów. Działo się to w obecności dyrekcji szkoły.

Kiedy zapytałam panią dyrektor w czasie posiedzenia rady pedagogicznej, dlaczego nakazała wpisanie nowych symboli programów nauczania przed przesłuchaniami półrocznymi, niezgodnie z artykułem 22a ustawy o systemie oświaty, natychmiast nastąpił atak ze strony mojej podwładnej, która oznajmiła całej radzie pedagogicznej, że wyklucza z jury swojego bezpośredniego zwierzchnika. Było to demonstracyjne poniżanie kierownika sekcji pianistycznej na oczach społeczności szkolnej. Kojarzy się to z czasami nazizmu i komunizmu, kiedy wstępem do likwidacji człowieka było odarcie go z godności i człowieczeństwa. Odbywało się to przecież w podobny sposób.

Dyrektorskie “dywaniki”, karanie mnie, członka kadry kierowniczej szkoły, w dniu powrotu do pracy po chorobie karą upomnienia, a potem naganą za wizytę u lekarza – to wszystko odbywało się zawsze w obecności świadka, pracownika administracji – pani sekretarz i jednocześnie osobistej sekretarki wizytator CEA regionu lubuskiego.

Wydano polecenie bacznego obserwowania mnie. Na przykład, kiedy odwiedzałam bibliotekę szkolną, natychmiast dzwoniono z sekretariatu po co przyszłam. Pani dyrektor nękała tylko mnie na przykład za to, że ośmieliłam się zjeść ciepły posiłek podczas dziewięciogodzinnego dnia pracy. Czyniła zarzut, że nie pokierowałam pracą nad pisaniem programów nauczania, choć wiadomo było, że przebywałam w tym czasie na zwolnieniu lekarskim, które było skutkiem znęcania się nade mną w miejscu pracy. Jednocześnie mimo prośby moich koleżanek z sekcji nie wyraziła zgody na odroczenie terminu złożenia nowych programów nauczania do mojego powrotu ze zwolnienia. Podejmowała decyzje dotyczące sekcji razem z panią Górną, nie informując o nich kierownika sekcji. Zarzucała całkowity zastój pracy sekcji, mimo że sekcja pracowała jak zawsze, bez zarzutu. Zaczęła publicznie krytykować moją pełną oddania pracę i moje wieloletnie inicjatywy, które zawsze budziły uznanie zarówno nauczycieli, uczniów, jak i ich rodziców.

Na posiedzeniach rad pedagogicznych zaczął systematycznie pojawiać się przewodniczący rady rodziców Sławomir Mundry. Gdy go nie było, w zastępstwie pana przewodniczącego przemawiała pani Górna.

Kiedy odwołano mnie z funkcji przewodniczącej rady rodziców, z głównej tablicy ogłoszeń usunięto wszystkie dyplomy uczniów, które tradycyjnie były wywieszane tam od lat. Tę tablicę zajmuje od tamtej pory rada rodziców i jej nowy skład. Dyplomy uczniów stłoczono w kącie, do którego praktycznie nikt nie zagląda. To bardzo wymowne.

Kierując do mnie pisma, pani dyrektor pomijała sprawowane przeze mnie funkcje i ogólnie przyjęte zwroty grzecznościowe. Odpowiadała na moje pisma z opóźnieniem lub nie odpowiadała wcale. Moje nazwisko usunięto z napisanych w grudniu 2011 programów nauczania, chociaż pozostawiono nazwiska nauczycieli emerytowanych, od dawna nie związanych ze szkołą. Kiedy usunięto mnie z funkcji przewodniczącej rady rodziców, a nowym przewodniczącym został wcześniejszy sekretarz rady, na szkolnej tablicy ogłoszeń moje nazwisko nie pojawiło się w składzie rady, mimo że nadal byłam jej członkiem. Miejsce, w którym moje nazwisko powinno być wpisane, zaznaczono przerywaną linią. I znów można to skojarzyć z czasami wcześniejszymi, kiedy usuwano postaci ze zdjęć, książki z bibliotek, a nazwiska z rejestrów, encyklopedii i kart historii. Kluczowym elementem totalitaryzmy jest przecież usunięcie człowieka z przestrzeni społecznej i zatarcie śladów jego istnienia.

Metodycznie zadawane tortury psychiczne, którym mnie poddano, były niezwykle wyrafinowane. Prowokatorzy mieli dopracowany każdy szczegół. Kilkutomowa dokumentacja opisuje metody, którymi posłużyła się ta zorganizowana grupa likwidacyjna. Oczernianie i prowokowanie konfliktów trwa nadal.

Mimo że zaczęłam unikać rozmów z pracownikami szkoły z powodu nieustannych prowokacji, część nauczycieli przychodziła do mojej klasy lub zatrzymywała mnie na korytarzu. Gratulowali odwagi i determinacji w walce o prawdę, przekazywali słowa podziwu, przekazywali ciekawe informacje dotyczące moich prześladowców, a nawet dostarczali dowody fałszerstw, mimo że nikogo o nic nie prosiłam. Jednocześnie z niezrozumiałych dla mnie powodów – nikomu przecież nie robiłam wyrzutów – usprawiedliwiali swoją milczącą zgodę na to bestialstwo. Nikt jednak nie odważył się wypowiedzieć publicznie zdania:

Tak nie wolno, nie wolno znęcać się nad człowiekiem.

Za to na osobności często padało stwierdzenie:

Przecież widzimy, co z tobą zrobili.

Obraz ten niech uzupełnią fragmenty zdań wypowiedzianych przez przedstawicieli CEA i MKiDN z okresu listopad 2011 – marzec 2012.

Jestem w trakcie lektury. To niewiarygodne, o czym Pani pisze. (marzec 2012)

Naprawdę. A co na to Rada? (…) O, jak mi przykro, że musi Pani pracować w takich warunkach. Muszę kończyć, bo mam naradę. (styczeń 2012)

Pani wizytator regionu lubuskiego też skończyła nagle rozmowę ze mną w listopadzie 2011, rzekomo z powodu konieczności odebrania wnuczki z przedszkola.

Główny wizytator CEA obwieścił mi 19 grudnia 2011 wieczorem, że zakończył już wizytę w zielonogórskiej placówce artystycznej, natychmiast po mojej prośbie o spotkanie w dniu następnym.

Kolejny wizytator przeprowadzający tzw. kontrolę w kwietniu 2012 na wszelki wypadek nie rozmawiał ze mną wcale.

Następną kontrolę, o którą wcale nie prosiłam, przeprowadził po prostu “ktoś”.


Panie Prezydencie, podmiotem państwa jest człowiek, jednostka. Jeżeli w sposób systematyczny i planowy pozbawia się człowieka godności i próbuje go zniszczyć, to państwo takie jest państwem totalitarnym.

Ostatnie sto lat ugina się pod ciężarem ogromnych zbrodni. Bardzo często po ich ujawnieniu różne osoby, których obowiązkiem ustawowym i ludzkim było reagować na zło, tłumaczyły się, że o niczym nie wiedziały. Chcę mieć pewność, że w przyszłości nikt spośród dzisiaj rządzących nie odważy się powiedzieć, że nie wiedział o duszobójstwie.

Są to działania przebiegające według gotowego scenariusza, który jest na bieżąco adaptowany do sytuacji i konieczności zadania kolejnych ciosów. Są to działania jakby żywcem wyjęte z dokumentów Ministerium für Staatsicherheit komunistycznych Niemiec Wschodnich. Polecam lekturę dyrektywy nr 1/76 szefa Stasi Ericha Mielke z 1976 roku. Załączam kopię trzech stron z tego dokumentu (załącznik 2). Całość liczy około 50 stron. Tortury fizyczne i mord ciała miały być zastąpione torturami psychicznymi i mordem duszy.

Oczywiście, wydawać by się mogło, że opisane przeze mnie sprawy powinny zainteresować zarówno organy władzy, jak i prokuraturę i opinię publiczną. Tak zapewne stałoby się w państwie prawa. Jednak w Polsce prokuratorzy sami zajęci są fałszowaniem zeznań, a ministerstwo tuszuje nieprzestrzeganie ustaw i ministerialnych rozporządzeń. Maltretowanie niewygodnych jednostek ma trwać nadal i ma być utrzymywane w tajemnicy przed opinią publiczną. Dlaczego niektóre osoby zostały uznane za niewygodne? Bo często są potomkami prawdziwych przedwojennych elit i są wierne Polsce niesfałszowanej. Wychowano jej w poczuciu honoru, prawdy i godności. Są jeszcze ludzie, którzy w swoim postępowaniu kierują się tymi zasadami. Dla których najdroższą rzeczą jest ich godność i dobre imię.

Pochyla Pan głowę nad grobami Katynia i w innych miejscach – to bardzo łatwo zrobić. Stanąć nad grobami jest dziś nadzwyczaj łatwo. Gesty wobec zamordowanych wiele lat temu nic nie kosztują. Od tamtych czasów minęło już 70 lat. Ale czy zrobił Pan kiedykolwiek coś dla tych, których dobre imię i godność są deptane? Czy państwo, w którym się to dzieje, godne jest nosić imię Polska?

Konstytucja głosi bowiem rzecz następującą:

Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności, praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

Od kilku lat debatuje się publicznie i przeprowadza śledztwo w sprawie przetrzymywania przez służbę wywiadowczą innego państwa więźniów na terenie Polski i stosowania być może drastycznych metod przesłuchań wobec osób podejrzanych o terroryzm. Sprawę bada Parlament Europejski. A dlaczego żaden urząd, żadna prokuratura, żaden parlament, krajowy czy europejski nie analizuje duszobójstwa obywateli polskich dokonywanych na terenie Polski?

Stanisław Mackiewicz w swojej książce “Myśl w obcęgach”, będącej reportażem z podróży po komunistycznej Rosji w 1929 roku, opisał między innymi prześladowanie liszeńców, osób przeznaczonych do likwidacji. Wówczas proces likwidacji liszeńców odbywał się w Rosji jawnie. Dziś ten sam proces odbywa się w Polsce, ale w sposób nieco bardziej zamaskowany. W razie czego zostanie nazwany mobbingiem, aby nie powiedzieć prawdy. Istota rzeczy ma pozostać nienazwana, a przyszłe ofiary duszobójstwa mają pozostawać w nieświadomości.

Z wyrazami szacunku,

Małgorzata Głuchowska

nauczyciel fortepianu

w PSM I i II stopnia im. Mieczysława Karłowicza w Zielonej Górze