List Małgorzaty Głuchowskiej do Premiera 24 Lipca 2015

Małgorzata Głuchowska
[…]
Zielona Góra

Ewa Kopacz
Premier RP
Al. Ujazdowskie 1/3
00-583 Warszawa

Zielona Góra, 24 lipca 2015

Szanowna Pani Premier,

W roku szkolnym 2011/12 nasza rodzina została zaatakowana serią prowokacji jednocześnie w miejscach naszej pracy i nauki. Pisaliśmy o tym w listach do poprzedniego premiera i piszemy do Pani. Pojedyncze przypadki lub nieprawidłowości mogłyby się zdarzyć w różnych miejscach świata. Jednak długa seria patologicznych zdarzeń nie może być przypadkowa. Próbując interpretować kolejne zdarzenia i łamanie prawa w wykonaniu reprezentantów władz różnych instytucji, w różnych środowiskach, w kontekście przypadkowych zdarzeń szybko doszlibyśmy do absurdu. Regularność i powtarzalność patologii świadczy o działaniu zorganizowanym i celowym. Załączam Komunikat nr 25 z 8 lipca 2015 (zał. 1).

W listach i komunikatach pisanych wspólnie z mężem porównaliśmy dzisiejsze polskie realia do sytuacji i zdarzeń typowych dla obozów koncentracyjnych. Podstawową relacją międzyludzką w tym kontekście jest relacja dozorca – więzień. Sytuacje te dotyczą wszystkich obszarów życia społecznego.

Najbardziej dotkliwe skutki traktowania mnie jako więźnia odczuwam w miejscu mojej pracy w Państwowej Szkole Muzycznej im. M. Karłowicza w Zielonej Górze. Co najmniej od września 2011 trwa obława, które ma doprowadzić mnie do śmierci społecznej. Konstruowane są prowokacje i zastawiane pułapki.

Jest to zorganizowana przemoc kolektywu władzy nad jednostką. Nic nowego. Mamy do czynienia z kontynuacją przemocy komunistycznej. Jest to ta sama przemoc w nowych dekoracjach. Te same kłamstwa. Te same schematy znęcania się nad człowiekiem. Oficjalnie – dość prymitywna, niekończąca się opowieść o modernizacji. Że tylko wy, że tylko dzięki wam. Rzeczywiście, więzień ma szansę polepszyć swój byt materialny dzięki dozorcom. Oni decydują. W rzeczywistości jest to działalność ludobójcza. Załączam Komunikat nr 28 z 19 lipca 2015 (zał. 2).

19 grudnia 2011 główny wizytator CEA Wacław Kłaput powiedział do mnie „No, może pani podać panią dyrektor do sądu w sprawie mobbingu, ale tak w roku jubileuszu szkoły?…”. Rzecz w tym, że nie jest to mobbing. To prześladowanie polityczne.

Rodowód tych prowokacji jest całkowicie komunistyczny. Stosowane są powtarzalne, dobrze wyćwiczone schematy. Osoby, które biorą w tym udział, zostały przeszkolone. Pamiętajmy, że znajdujemy się na polach śmierci. Komuniści zrobili wszystko, aby unicestwić cywilizację tworzoną przez parę tysięcy lat. Na zgliszczach tej cywilizacji zorganizowali obóz koncentracyjny.  Napisałam o tym do Anne Applebaum w liście z 22 maja 2013,

„Żyjemy przecież na zgliszczach cywilizacji. Stąpamy po polach śmierci. Są to pola śmierci nie tylko fizycznej. Przecież to tu w centrum Europy zamordowano w XX wieku prawdę, godność, przyzwoitość, zdrowy rozsądek, poszanowanie wielowiekowych zwyczajów i tradycji. Tu nadal trwa obóz koncentracyjny ludzkich sumień.”

Infrastrukturę materialną można odbudować i rozwijać. Jednak nieodwracalnie zniszczona została infrastruktura kulturowa i ludzka. Wymordowano i wypędzono całe społeczności. Prześladowano każdego, kto stawał w obronie podstawowych wartości ludzkich.

W czasie komunizmu też były różne partie i stronnictwa. Była Pani członkiem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Czy była to partia opozycyjna do PZPR? A ustępujący prezydent B. Komorowski? Pracował w redakcji Słowa Powszechnego, gazety stowarzyszenia PAX. Czy PAX było organizacją opozycyjną do PZPR? Odpowiedź na oba pytania jest negatywna. Nie było ani jednego stowarzyszenia, ani jednej gazety, które reprezentowałyby poglądy nieakceptowane i niewspierane przez dyktaturę. Więcej. I ZSL i PAX były częścią tego samego aparatu przemocy.

Jeżeli partia, z ramienia której została Pani posłem, a później premierem, ma słowo „Obywatelska” w nazwie, to dlaczego jesteśmy prześladowani za postawę obywatelską, za próby wzięcia odpowiedzialności za najbliższe otoczenie, za próbę bycia obywatelem właśnie?

Odpowiedź jest prosta. Słowo „Obywatelska” ma tyle wspólnego z obywatelstwem, co słowo „Robotnicza” z robotnikami w nazwie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.

Ludwik XIV mówił „Państwo to ja”. Sloganem odpowiednim dla waszych rządów jest „Więzienie to my”.

Tylko w relacji dozorca – więzień może zdarzyć się sytuacja, w której wzorowy pedagog zamiast nagrody otrzymuje naganę od dyrektora szkoły (zał. 3, 4, 5). Podstawowym narzędziem prowokacji jest dezinformacja w formie słownej i pisemnej. Podejmując decyzję na podstawie fałszywej informacji, na przykład w postaci przygotowanego przez dyrekcję Regulaminu Pracy, który nie jest zgodny z prawem (zał. 6), więzień może wpaść w pułapkę. Ta metoda jest stosowana przeciwko mnie od września 2011.

Udział w fałszerstwach i przestępstwach biorą nauczyciele i wychowawcy młodego pokolenia oraz inni przedstawiciele społeczności szkolnej, przedstawiciele władz i prokuratury. System został zaprogramowany do powtarzania fałszerstw w kolejnych pokoleniach.

W normalnym państwie w cywilizowanym świecie dyrektor podziękowałby pracownikowi za wysiłek i zaangażowanie. Pochwaliłby. Uśmiechnąłby się. Zrobiłby wszystko, by ułatwić mi pracę. Polska jednak to nie państwo, a obóz koncentracyjny. Czasem w obozie dozorcy miewają ludzkie odruchy. Nie tutaj. Tu dozorca ma nieustannie wykazywać się sadyzmem. Ma zamęczyć więźnia psychicznie. To typowe metody totalitarne. Otrzymaną naganę biorę za dowód najwyższego uznania za moją postawę. Być ukaranym przez aparat represji to zaszczyt. Jestem w dobrym towarzystwie: mój dziadek, rodzice mojego męża i inni członkowie jego rodziny byli więzieni przez kilkadziesiąt lat, jeśli zsumować lata pozbawienia wolności w więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Doświadczenie uczy, że nie ma znaczenia, czy dyrektorem jest ten czy ów. Od dziesięcioleci wiadomo, że władza obsadza stanowiska gorliwymi wykonawcami swoich rozkazów, którzy będą nękać, zastraszać i maltretować każdego, kto nie zgadza się na łamanie prawa, na kłamstwa i fałszerstwa.

Mimo mojego wielkiego oddania uczniom i szkole pani dyrektor skutecznie utrudnia mi życie na każdym kroku. Nie otrzymuję delegacji, abym mogła towarzyszyć moim uczniom podczas ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów pianistycznych. Tym samym pozbawia mnie możliwości sprawowania nad nimi opieki oraz udzielania wsparcia, którego tak bardzo potrzebują. Zmuszona jestem telefonicznie, niemal po omacku, udzielać instrukcji, jak zagrać na wskazanym fortepianie zależnie od akustyki sali. Po prostu nie mam innego wyjścia, kiedy dzwoni do mnie uczeń w trakcie próby akustycznej z drugiego krańca Polski, oczekując pomocy.

Działania pani dyrektor uniemożliwiają mi przeprowadzanie rozmów w trakcie konkursowych zmagań z wybitnymi autorytetami w dziedzinie pianistyki. Pozbawiona jestem możliwości wysłuchania interpretacji innych uczestników konkursu, rozmowy z ich nauczycielami, co jest niezwykle kształcące i zawsze zmuszało mnie do refleksji nad moją pracą.

Z drugiej strony zmuszana jestem metodą prowokacji do uczestnictwa w niezrozumiałym i bezproduktywnym przedsięwzięciu z fundacją o bardzo niskiej wiarygodności, na własny koszt i w czasie wolnym od pracy. Tak jak w systemie komunistycznym, tak i dzisiaj organizowane są działania pozorowane. Ich rzeczywisty cel jest ukrywany. Pewne jest jednak to, że nie ma to nic wspólnego z normalną edukacją.

Ani poprzednia, ani obecna dyrektor nie mają cech potrzebnych do pełnienia funkcji dyrektora szkoły artystycznej I i II stopnia. Na stanowisku kierowniczym powinien znajdować się mądry przewodnik, prawdziwy lider. Tymczasem mamy do czynienia z absolwentami komunistycznych kursów inwigilacji, prowokacji i psychologicznej przemocy społecznej. Są najlepszym dowodem tego, że komunizm nie upadł. Jego kadry płynnie przeszły do następnego etapu rozwoju organizacji przestępczej. Sorry, taki mamy przestępczy klimat w tym obozie Polska.

Oto kolejny przykład. Olga R.(*), jak przedstawiono ją w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 4 lipca 2007, w którym stwierdzono, że nie miała kwalifikacji niezbędnych do zatrudnienia na stanowisku adiunkta w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Pomimo braku kwalifikacji, oraz dorobku zarówno artystycznego, jak i pedagogicznego, przez wiele lat była zapraszana w charakterze wykładowcy do prowadzenia warsztatów i lekcji otwartych. Była gościem Festiwalu im. F. Chopina w Sulechowie w 2010, któremu patronuje MKiDN. Kto zaprosił ją do Sulechowa? Dlaczego przed Rosjanami nawet bez kwalifikacji rozpościerane są w Polsce czerwone dywany, a niektórych Polaków niszczy się tak bezwzględnie? Mój mąż po ukończeniu doktoratu na University of Florida w USA wrócił do Polski. Tu jest nieustannie poniżany i dyskryminowany. Dozorcy dokładają wszelkich starań, żeby doprowadzić męża do śmierci społecznej. Przedstawiciele różnych instytucji i ministerstw doskonale wiedzą, kto jest dozorcą, a kto więźniem. Ustawy sejmowe i rozporządzenia ministerialne układane są tak, by przygotować wymówki dla uczestników ludobójstwa społecznego.

O sprowadzenie Olgi R. do zielonogórskiej PSM zabiegała obecna kierownik sekcji pianistycznej, która przybyła z Rosji. Na ten sam festiwal zaproszono młodych pianistów związanych z Rosją, Jekatierinę i Stanisława Drzewieckich, którzy, niestety, właściwie nie mieli nic do zaoferowania. Jest bardzo wiele innych przykładów uprzywilejowanego traktowania ludzi blisko związanych z Rosją, które nie są uzasadnione poziomem merytorycznym. Wiemy, że nie jest to dziełem przypadku.

Kolejnym przykładem są kursy prowadzone przez Aleksieja Orłowieckiego. Dwukrotnie uczestniczyłam w kursach prowadzonych przez niego po rosyjsku we Wrocławiu. Oceniam te spotkania jako nic niewnoszące w moje życie zawodowe epizody, które były zupełną stratą czasu. Kursy Orłowieckiego organizowane są nadal. Znam ludzi ze środowiska, którzy w pełni podzielają mój pogląd, jednak boją się do tego przyznać publicznie.

Ten imperializm kulturowy, powodujący regres kultury polskiej, jest po prostu kontynuacją zniewolenia po drugiej wojnie światowej. Kształcenie artystyczne ma ogromne znaczenie dla przyszłości kultury polskiej. Decyzje zatrudnienia kadry rosyjskiej w szkołach polskich są oznaką polityki długofalowej.

Szkoła nie dysponuje materiałem nutowym wydanym w renomowanych wydawnictwach, które opracowują tekst dokładnie i rzetelnie. Zamiast tego kierownik sekcji zmusza uczniów do korzystania z zafałszowanych rosyjskich i radzieckich wydań utworów fortepianowych. Wśród nich znajdują się także utwory polskich kompozytorów wydane w Związku Radzieckim. Przy okazji i ja nie mam innego wyjścia, jak tylko spozierać na rosyjskie bukwy podczas przeprowadzanych w polskiej szkole egzaminów.

Bardzo często otrzymuję rosyjskie lub radzieckie wydania nutowe, na podstawie których muszę przygotować się do roli pianisty – akompaniatora. Dochodzi do sytuacji, w których zmuszona jestem albo grać według sfałszowanego zapisu, albo sama poszukiwać wiarygodnych źródeł. Jeśli poszukiwania zakończą się sukcesem i gram według zapisu z wiarygodnego opracowania, okazuje się, że absolutnie nie zgadza się to z partią skrzypka, który nie chce lub nie może korzystać z wydania innego niż rosyjskie. To skandal i jednocześnie codzienność obozowego łagru.

Warto przypomnieć, że tym samym czasie, kiedy ja walczyłam o życie, zaatakowana przez grupę likwidacyjną metodami przemocy psychologicznej, w pobliżu występował Chór Aleksandrowa. Celem występów tego chóru było zapewne podtrzymywanie więzi środowiskowych i przypominanie, że wszystko pozostało tak naprawdę po staremu. Może połączyć na jednym koncercie pieśni nazistowskich Niemiec i bolszewickiej Rosji? Te klimaty znakomicie się zespolą z polskimi realiami obozowymi.

Jesienią ubiegłego roku szykowano kolejną trasę tego chóru po Polsce. Kiedy mąż wysłał krótki list do organizatora trasy z pytaniem, czy chór będzie prezentował także wytwory kultury więźniów komunistycznych obozów koncentracyjnych, trasę odwołano, a odpowiedź organizatora właściwie nie zawierała żadnej informacji. Nieprzypadkowo terminy koncertów obejmowały okres między rocznicą rewolucji październikowej 7 listopada a dniem 11 listopada. Symboliczna unia, prawda? Przemoc symboliczna dociera do nas z każdej strony w słowach, czynach i obrazach. Każecie milionom Polaków patrzeć codziennie we wiadomościach wieczornych głównego kanału telewizji publicznej na symbol sowieckiej dominacji nad Polską.

Od czterech lat walczę o przetrwanie. Tym listem chcę wyrazić sprzeciw  wobec politycznych prześladowań mnie i mojej rodziny. Za ten stan rzeczy odpowiedzialny jest były premier i jego ministrowie oraz obecne władze.

Kilka dni temu Kancelaria Premiera przysłała dziwną odpowiedź na jeden z naszych listów, skierowaną do mojego męża. Oferujecie państwo możliwość bezpośredniego kontaktu, aby dowiedzieć się, jak moglibyście pomóc. Sprawa jest bardzo prosta. Kiedy prześladujecie nas, nie pytacie, czy zadawane przez was ciosy sprawiają ból mniejszy czy nie do wytrzymania. Wtedy doskonale wiecie, co macie robić: jak łamać prawa człowieka, jak się nad nim znęcać. A kiedy chcecie upozorować, że „pochylacie się z troską” nad ofiarą prześladowań, pytacie, jak możecie pomóc. Stalin też najpierw zamordował polskich oficerów w Katyniu w 1940, a później udawał, że chce pomóc generałowi Sikorskiemu w 1941 w odnalezieniu ich, ale ma ograniczone możliwości.

Na tak zadane pytanie odpowiem w imieniu męża, przytaczając Komunikat nr 10 z 30 marca 2014 (zał. 7). Pracownik ambasady USA w Moskwie, obywatel USA, Alexander Dolgun po bezprawnym aresztowaniu go przez tajne służby Związku Radzieckiego w 1948 chciał skorzystać ze swoich praw. Poprosił o tłumacza. Przysłano człowieka, który w tłumaczeniu całkowicie odwrócił sens jego odpowiedzi. Dolgun nie przyznawał się do żadnej winy. Natomiast w wersji przetłumaczonej przyznał się do zarzutów śledczego. Zeznanie sfałszował tłumacz, udając, że tłumaczy słowa aresztowanego. To tylko jedna z niezliczonych prowokacji, jakim poddane były ofiary prześladowań komunistycznych. Niestety, ta scena więzienna z tłumaczem ma szersze znaczenie i jest nadal aktualna w dzisiejszej Polsce. W obozie koncentracyjnym Polska.

Na zakończenie chciałabym podziękować mojemu mężowi Lechowi Borkowskiemu za pomoc w napisaniu tego listu.

Z poważaniem

Małgorzata Głuchowska

Załączniki:
1. Komunikat 25 z 8 lipca 2015
2. Komunikat 28 z 19 lipca 2015
3. Nagana udzielona przez dyrektor PSM 25 czerwca 2015
4. Odpowiedź na naganę z załącznikami z 1 lipca 2015
5. Pismo podtrzymujące naganę z 14 lipca 2015
6. Regulamin Pracy PSM w Zielonej Górze
7. Komunikat 10 z 30 marca 2014.


(*) Olga Rusina